KARIERA ZIEMNIAKA
Po majowej, importowanej z Hiszpanii względnie Maroka fali, z pierwszymi dniami czerwca, wjeżdża na mój stolik, autentycznie najlepszy pod słońcem młody polski ziemniak!
Takiego przysmaku, jak rodzimy, różowiutki ziemniaczek, polany masełkiem z przyrumienioną tartą bułką i posypany jeszcze zielonym koperkiem, nie uświadczysz nigdzie na świecie. A jak dodamy do tego jeszcze autentyczne kwaśne mleko takie, co to łyżką można kroić, to jesteśmy w niebie kulinarnej rozkoszy. Szkoda tylko, ze coś takiego możemy sobie zafundować wyłącznie w domu, bo nawet w jadłospisach restauracji specjalizujących się w polskiej kuchni, takie sezonowe danie raczej nie występuje.
Pokochaliśmy - i słusznie - ziemniaczki, ale i one zrewanżowały się nam, bo chyba w naszej ziemi jest im najlepiej. Ciekawe, że do tej miłości doszło bardzo późno, jak zresztą w całej Europie, o czym przy tej wiosennej premierze ziemniaka warto choćby w kilku słowach wspomnieć. Pierwsze kartofle dotarły do Europy z Południowej Ameryki w XVI wieku. Antropolog historii, profesor Sorbony Ludwik Stomma, w swojej ostatniej książce ,,A jeśli było inaczej..." podaje nawet konkretna datę, a mianowicie 25 kwietnia 1525 roku i rozpisuje się na temat perypetii, jakie przechodziły te bulwy nim opanowały kuchnie naszego kontynentu. Aztekowie zajadali się nimi ze smakiem, ale nasi żeglarze albo brzydzili się nimi albo nie zapamiętali sposobu ich przyrządzania. Potraktowano więc te; egzotyczne byliny, jako roślinę ozdobną, bo kwitnące krzaczki ładnie wyglądały na klombach magnackich ogrodów, a bulwy, jako karmę dla świń. Próbowano tez nimi nakarmić biedotę oraz jeńców wojennych, ale bez większego powodzenia.
Dopiero przypadek zdarzył, ze kartofle nagle stały się nie tylko jadalne, ale i smaczne. W trakcie toczonych w drugiej połowie XVIII wieku wojen francuski agronom i farmaceuta Antoni Augustyn Parmentier został wzięty przez Niemców do niewoli i tam właśnie karmiony na sile ziemniakami. A że były obrzydliwe i francuscy jeńcy chorowali po tej strawie, wiec zaczął kombinować, co by tu zrobić, aby stały się zjadliwe. Przypalał w ognisku, a to obierał, a to gotował, a to usmażył ukradkiem na kawałku zdobytej słoniny, aż pozbył się wreszcie krochmalowe-go smaku i szkodliwej dla zdrowia, znajdującej się pod skórką ziemniaczaną solaniny i kartofel wreszcie zaczął być jadalny.
Stomma pisze, ze kartofle zrobiły karierę dopiero po tym, jak Parmentier po długich staraniach uzyskał audiencje u króla Ludwika XVI, wręczył mu krzaczek, a monarsze spodobał się; wielce kwiatek tej byliny i kazał posadzić w Wersalu cztery grządki ziemniaków! Wkrótce potem wybuchła rewolucja, lud wtargnął do Wersalu i zasmakował w pommes de terre, czyli w jabłkach ziemi, gdyż uznał je za arystokratyczny przy-smak!
Do nas ziemniaki dotarły nie przez Francję, lecz dzięki Janowi III Sobieskiemu, który przy-wiózł je wraz z innymi łupami z wiedeńskiej wyprawy, ale początkowo tez były traktowane jako roślina lecznicza oraz ozdobna. Aż z wojskami napoleońskimi przywędrowała do nas zupa Parmentiera. Ale to my, Polacy, wzbogaciliśmy sztukę kulinarną o takie przysmaki, jak placki ziemniaczane, babkę, a nawet kiszkę ziemniaczaną, a dzięki naszej cudownej glebie właśnie o te młode, niepowtarzalne polskie kartofelki, którymi zachwycają się wszyscy zagraniczni turyści odwiedzający na wiosnę nasz kraj! A swoją droga wydaje mi się, ze nasza gastronomia w zbyt małym stopniu lansuje nasze ziemniaczane skarby, a stać nas, co najmniej na to, aby polska kartoflanka na boczku, nie mówiąc o plackach ziemniaczanych, wygrały z zupą Parmentiera!