Polityka prywatności Mapa strony
Home O nas Nakład i dystrybucja Reklama Jak otrzymać Hurtownie dla cateringu Archiwum Kontakt
Zoom

Trendy - Pierogowe potyczki


Autor: Elżbieta Ignacionek

 

PIEROGOWE POTYCZKI

 

Słowo „pierogarnia" jest określeniem stosunkowo nowym i od niedawna funkcjonuje w naszym języku. Jednakże przyjęło się tak szybko i zdobyło taką popularność, że prawie wszystkie lokale gastronomiczne specjalizujące się w pierogach używają go w nazwie lokalu. Teoretycznie wydaje się to rzeczą naturalną i normalną. Okazuje się, że jednak nie.

 

Polskie Pierogarnie Sp. z o.o. wychodzi z założenia, że wyraz „pierogarnia", jako ich znak towarowy, nie może być używany przez inne firmy i wystąpiła z żądaniem usunięcia go z ich nazw. Właściciele lokali gastronomicznych z całej Polski z kolei, którzy skupili się na pierogach, nie kryją swego oburzenia, twierdząc, że potoczne słowo nie może być zastrzeżone tylko dla jednej spółki. Kto ma rację? Wpisując w wyszukiwarkę internetową hasło „pierogarnia", otrzymamy ponad 50 tysięcy wyników. To pierwszy znak, że słowo to jest doskonale znane i często używane. Po bliższym przyjrzeniu, dowiadujemy się, że są to zazwyczaj reklamujące się w internecie lokale gastronomiczne z całego kraju lub opinie internautów na temat, gdzie są najlepsze pierogi w danym mieście. Mamy jeszcze firmy oferujące pomoc w założeniu pierogarni, naleśnikarni, makaroniarni itp. Na Wikipedii z kolei znajduje się definicja pojęcia, cytuję: „Pierogarnia - rodzaj lokalu gastronomicznego, specjalizującego się w przyrządzaniu i serwowaniu pierogów - tradycyjnej potrawy kuchni polskiej i rosyjskiej. Wystrój pierogarni często nawiązuje do polskiej tradycji szlachecko-chłopskiej lub też do tradycji barów mlecznych popularnych w PRL-u. Pierogarnie w menu oferują pierogi z różnego rodzaju farszem, często także inne potrawy, takie jak np. racuchy, barszcz czerwony, żur na zakwasie, kompot, mleko ze szczypiorem, grzaniec". Wszystko to sugeruje, że pierogarnia to po prostu miejsce, w którym serwuje się pierogi, tak jak pizzę w pizzerii, kawę w kawiarni, ciastka w ciastkarni czy naleśniki w naleśnikarni. Nikt się nie dziwi, że w całym kraju różne lokale gastronomiczne należące do różnych właścicieli mają w nazwie zwrot „bar sałatkowy" albo „piwiarnia", bo to bar U Jadzi, Elki czy Stasia, a piwiarnia Nadmorska bądź Za rogiem. Dlaczego więc tyle ostatnio szumu wokół nazwy „pierogarnia", niezależnie od tego, gdzie lub u kogo? Wszystko zaczęło się od spółki Polskie Pierogarnie. Swoją działalność firma rozpoczęła w 1989 roku od otwarcia pierogarni Hawełka. Prezes spółki Renata Biskupska otwarcie mówi, że sami wymyślili nazwę „pierogarnia", a w 2002 roku została ona zgłoszona do Urzędu Patentowego jako znak towarowy, który ostatecznie został zastrzeżony w roku 2005. Zgodnie z prawem więc nazwy tej nie powinien używać nikt inny oprócz właściciela, czyli spółki Polskie Pierogarnie. W myśl tej zasady spółka rozesłała do prawie wszystkich lokali gastronomicznych w Polsce posługujących się szyldem „Pierogarnia" pismo nakazujące usunięcie tego wyrazu z nazwy. Pismo to jednak spotkało się z ogromnym niezadowoleniem restauratorów. Dodatkowym argumentem podawanym przez panią prezes jest obawa o dobre imię firmy, nie chce, by wyroby spółki mylono z innymi. Uwaga zrozumiała, nikt przecież nie chce tracić renomy przez pomyłkę. Właściciele licznych lokali serwujących pierogi pod szyldem „Pierogarnia" absolutnie nie zgadzają się na usunięcie tego słowa z nazwy, twierdząc, że to słowo powszechnie używane i jedna firma nie może uzurpować sobie do niego wyłączności. Poza tym przyjęło się ono w społeczeństwie na tyle, iż i tak każdy będzie nadal mówił, że idzie „do pierogarni", a nie „baru serwującego pierogi". „Pierogarnia" brzmi krócej, przyjaźniej i od razu wiadomo, o co chodzi. Wychodząc z takich założeń, właściciele pierogarni postanowili walczyć o swoje w sądzie. Spór oparł się więc o prawników. I tu znów zdania są podzielone. Okazało się bowiem, że prawnicy także patrzą na sprawę z kilku perspektyw. Jedni twierdzą, że szanse restauratorów na utrzymanie nazwy są nikłe, właśnie ze względu na patent. Prawo pozostaje prawem i trudno jest podważyć jego zasadność. Inni natomiast sugerują unieważnienie patentu na używanie słowa „pierogarnia", twierdząc, że są na to spore szanse. Dlaczego? Bo to nazwa rodzajowa, dobro wspólne, powszechnie używane, a takiego Urząd Patentowy zastrzegać nie powinien. Podobnie jak pizzeria, ciastkarnia, masarnia itp. Z drugiej strony jednak nazwa powstała w latach 90., gdy słowo to jeszcze nie było znane. A zdaniem specjalistów nazwę można zastrzec, gdy nie jest ona w potocznym użyciu i ma znamiona dostatecznie odróżniające ją od innych nazw. Zatem zastrzeżenie nazwy „pierogarnia" nie było bezpodstawne. Pierogarnie licznie zaczęły powstawać dopiero od ok. pięciu lat. Problem „pierogarni", siłą rzeczy, wzbudził zainteresowanie także wśród specjalistów językowych. Rozgorzała dyskusja, ale nawet największe autorytety wśród językoznawców nie mają jasno określonego stanowiska. Zarówno prof. Jan Miodek, jak i prof. Jerzy Bralczyk potwierdzają, że słowo „pierogarnia" brzmi swojsko i ma potencjał ku temu, by stać się słowem potocznym, ale czy jest ono w słowniku? Prof. Miodek mówi nie, prof. Bralczyk zastanawia się, czy w jakimś starym by się nie znalazło. Sięgnijmy więc do słowników. W Słowniku Języka Polskiego PWN z 1978 r. jest pieróg, pierogowy, pierożek. Pierogarni brak. Podobnie w Słowniku poprawnej polszczyzny PWN z 2002 roku. To samo w Słowniku ortograficznym z 2005 roku, choć słowo już istniało. Jednakże w słowniku nie znajdą się wszystkie słowa używane w społeczeństwie z dokładnością co do jednego, a poza tym należy wziąć poprawkę, że słowo „pierogarnia" mogło być używane np. 100 czy 200 lat temu jako regionalizm, w gwarze, a teraz zostało upowszechnione w języku ogólnym. A zatem nie można wykluczyć, że istniało wcześniej niż od lat 90. XX wieku. Biorąc to wszystko pod uwagę i pamiętając, że język nie jest czymś martwym, cały czas ewoluuje, czy nie powinny istnieć jakieś wytyczne określające granice udzielania patentów na nowo powstałe słowa, gdy pochodzą one od słów popularnych i mają „zadatki", by stać się słowem potocznym? „Pieróg" to słowo funkcjonujące w naszym języku od setek lat, podobnie jak„kluska", „pyza", „kopytka", „knedle", „bliny" itp. Bez trudu można więc stworzyć nowe słowa: kluskarnia, pyzarnia, kopytkarnia, knedlatnia, bliniarnia. Jeszcze takich nie ma, przynajmniej w słownikach, czy można je więc zaostrzec? Nauczeni doświadczeniem z „pierogarnią" może jednak powinniśmy się dwa razy zastanowić, zanim wysuniemy taki wniosek. Może powinniśmy zastanowić się nad zmianą ustaw regulujących, jakie słowa mogą być zastrzegane, a jakie nie powinny. I kontrolować na bieżąco rozwój języka, współpracując z językoznawcami. A przede wszystkim zachować zdrowy rozsądek, by nie tworzyć nowych i zupełnie niepotrzebnych konfliktów na tle językowym. Zadaniem gastronoma jest wszak sprawne prowadzenie miejsca, w którym każdy gość będzie mógł zjeść pyszne jedzenie, a nie kłótnie o jedno słowo. Ludzie i tak będą mówić tak, jak im wygodniej, czy tego chcemy, czy nie.







Projekt i wykonanie: a-tech.pl
Copyright by Poradnik Restauratora 2009 (c), wszystkie prawa zastrzeżone!