Polityka prywatności Mapa strony
Home O nas Nakład i dystrybucja Reklama Jak otrzymać Hurtownie dla cateringu Archiwum Kontakt
FELIETON

Felieton - Do tej samej rzeki


Autor: Tadeusz Olszański

 

DO TEJ SAMEJ RZEKI

Słynna kawiarnia „Nowy Świat" na rogu reprezentacyjnego deptaka stolicy czyli Nowego Świata i ulicy Świętokrzyskiej, ponad rok straszyła zamalowanymi na olejno witrynami. Obok i naprzeciw restauracja obok restauracji, jeden wielki ciąg kawiarni oraz barów z ogródkami na chodnikach, a „Nowy Świat" zamknięty! I oto cud. Pod koniec października nad szeroko otwartym wejściem pojawił się nowy szyld - „POD PIKADOREM".

Oczy ze zdumienia przetarłem, natychmiast też sięgnąłem po zakurzony i stojący na najwyższej półce encyklopedyczny przewodnik „Literatura Polska" i oczywiście znalazłem. Tak, to właśnie w tym miejscu, dokładnie w tym samym lokalu przy Nowym Świecie nr 57 w listopadzie 1918 roku otwarto kawiarnię poetów „Pod Picadorem". Piło się w niej nie tylko kawę, ale słuchało wierszy Jana Lechonia, Antoniego Słonimskiego, Juliana Tuwima, a także burzliwych dyskusji o tym jak umacniać odzyskaną właśnie niepodległość i jak budować polskie państwo. A więc reaktywacja w 90-lecie odzyskania niepodległości. Znakomity pomysł pod patronatem stołecznego Ratusza. Wchodzę do środka i w holu z miejsca witają mnie ogłoszenia i plakaty z pamiętnej jesieni 1918 roku. Dekrety, odezwy do ludności, ogłoszenia i ogromny plakat - „Na pomoc obrońcom Lwowa!". Wewnątrz wielki portret Józefa Piłsudskiego, jeszcze nie marszałka, a tylko naczelnika. Pod ścianami ławki, suche gałęzie, sterty jesiennych liści. Jak w parku. Atmosfera tamtego czasu. Kawy się jeszcze nie napiję, bo w sali rzędy krzeseł i podium z tablicą, Jak w szkole. Na lekcje historii przychodzi tu klasa za klasą szkolna młodzież, by w autentycznym klimacie słuchać o tym, jak to było 90 lat temu. Kawiarnia ruszy dopiero w początkach grudnia i mam nadzieję, że nawiąże do literackiej przeszłości „Pikadora", której tak brakuje we współczesnej Warszawie. I nie martwi mnie jedyna różnica w nazwie, bo 90 lat temu pisało się Picador, a dziś niech już zostanie ten Pikador, byle tylko wystartował cięty kabaret literacki, jak ten słynny do dziś poetyckiej grupy „Skamandrytów", który rozkwitł w tym miejscu, a także ten znacznie późniejszy - „Dudek" Dziewońskiego, rozświetlający mrok socjalizmu.

Istnieje wprawdzie takie powiedzenie, że po raz drugi nie należy wchodzić do tej samej rzeki, niemniej trzymam kciuki za powodzenie nowej wersji lokalu. Ba, wierzę w sukces, bo i chyba rzeka, w której spłynęło 90 lat już nie ta sama, a i brak jest w stolicy literackiej kawiarni. O potrzebie czegoś takiego najlepiej zaś świadczy rozgłos, jaki zyskał „Czuły Barbarzyńca". Skromna kawiarnio-księgarnia przy ulicy Dobrej na Powiślu, opodal Biblioteki Uniwersytetu Warszawskiego. Kawę można tu wypić, ciastko lub kanapkę zjeść, ale co istotne książki z półek wyjąć, przejrzeć, kupić, regularnie z autorami się spotykać, porozmawiać, autografy dostać. Zawsze tu pełno akademickiej młodzieży i profesury. A „Pikador" ma przecież nie gorsze położenie, bo tuż przy Polskiej Akademii Nauk oraz Uniwersytecie, nie mówiąc już o znajdującym się vis a vis Ministerstwie Finansów, a na zapleczu Narodowym Banku Polskim.

Bez wahania do tej samej rzeki wskoczył natomiast ostatnio Jan Kościuszko. Postać niezwykle barwna. Kierowca wyścigowy, biznesmen, sprawozdawca sportowy, scenograf, felietonista - jak sam o sobie pisze. A ja od siebie jeszcze dodam: smakosz, znawca sztuki kulinarnej i restaurator z dobrymi pomysłami. To on przecież stworzył sieć restauracji „Chłopskie Jadło", która w dużej mierze przyczyniła się do wylansowania mody na ludową, polską kuchnię. Zaczął od skromnej karczmy przy Zakopiance zaraz za Krakowem, aby w efekcie sprzedać całą kwitnącą i odwiedzaną chętnie przez turystów sieć tych restauracji. Ale Pan Jan zatęsknił za swą główną pasją i wystartował z... „Polskim Jadłem"! Właśnie otworzył w centrum Warszawy przy alejach Jerozolimskich 30 restaurację z klasyką polskiej kuchni. Wnętrze w stylu ludowym, z dekoracyjnym, wielkim łożem, ławami i stołami. Potrawy polskie, ale na wszelki wypadek tuż obok zupełnie nowy pomysł Kościuszki - „Lanczowisko". Z jedzeniem, które każdy sam sobie wybiera ze 100 propozycji wędrując wzdłuż baru. Nakłada się sobie na talerz co chce i ile chce, a na końcu za wszystko płaci według wagi - 29.90 zł za kilogram! Wybór od kuchni wschodnich z tajską na czele, przez meksykańsko-teksaską, śródziemnomorską po polską. Od wołowiny po seczuańsku po pierogi. Tak więc obok tej samej polskiej rzeki płynie zupełnie nowy kulinarny strumień.

I oto ani się spostrzegłem jak znów rok mija i na moim stoliku wypadałoby postawić choinkę oraz zająć się świąteczną gastronomią. Tyle razy jednak już to na łamach „Poradnika Restauratora" czyniłem, że tym razem - nie powtarzając tematyki i nie wchodząc tym samym po raz kolejny do tej samej rzeki - przyłączę się jedynie do składanych przez redakcję życzeń wszystkiego najlepszego, zdrowia i pomyślności z okazji naszych ukochanych i obchodzonych po polsku Świąt Bożego Narodzenia, a także nadchodzącego 2009 Nowego Roku!







Projekt i wykonanie: a-tech.pl
Copyright by Poradnik Restauratora 2009 (c), wszystkie prawa zastrzeżone!