Polityka prywatności Mapa strony
Home O nas Nakład i dystrybucja Reklama Jak otrzymać Hurtownie dla cateringu Archiwum Kontakt
WYWIAD

Rozmowa z Vito Casetti, prezenterem telewizyjnym TVN, autorem książki ?Moja Toskania?


Autor: Edyta Czerwińska

WE WŁOSZECH BYŁEM POLAKIEM

Edyta Czerwińska: Dziennikarz, który posiada zdolności muzyczne i pracował w sektorze finansowym. Teraz spotykamy się przy okazji promocji kuchni włoskiej. Czy przygoda kulinarna to przypadek czy długo skrywana miłość?

Na początku muszę sprostować jedną rzecz. Jestem typowym Włochem, który lubi w domu gotować i wkłada w to swoje serce, ale nie mogę nazwać siebie kucharzem, bądź znawcą kuchni. W książce „Moja Toskania" przedstawiam ten region pod kątem reportażowo-dziennikarskim. Podaję tam przepisy na potrawy, które gotowała moja babcia, bądź na tradycyjne dania toskańskie, reprezentatywne dla miast, które opisuje w książce np.: „Bistecca alla Fiorentini (Befsztyk florentyński, oczywiście we Florencji). Toskanię można podzielić na wiele mikroregionów, a każdy z nich ma inne sztandarowe potrawy. Włochy to kraj, który słynie nie tylko z zapierających dech krajobrazów, ale także z kuchni i dlatego trzeba ją uwzględnić, aby oddać czar tego miejsca. A kontakt ze światem kulinarnym został nawiązany całkiem niewinne. Ok. 7-8 lat temu zaproszono mnie na prezentację kuchni włoskiej. Jako że jestem Włochem, w Polsce zostałem nieformalnym ambasadorem kultury włoskiej.

Lubi Pan organizować włoskie wieczory z winem i potrawami. Zapew ne ma Pan włoskie popisowe potrawy w swoim wykonaniu...

Spaghetti aglio olio e peperoncino - najprostsze, ale wg mnie najsmaczniejsze danie, jakie można sobie przyrządzić. Ważne są cztery składniki: spaghetti, czosnek, oliwa (olio extra vergine d'oliva!) i peperoncino. Toskańska kuchnia jest bardzo prosta, ale smak potraw zależy właśnie od składników. Bardzo ważne jest, aby były najwyższej jakości. Drugą potrawą, którą lubię jeść i przygotowywać, jest penne z krewetkami. Przyrządza się je podobnie, wykorzystując makaron penne zamiast spaghetti i dodając świeże krewetki.

Nie kusi Pana, by założyć własną włoską restaurację, albo wine bar z włoskim winem...

Rozmawialiśmy na ten temat z moim bratem, który mieszka we Florencji i jest adwokatem. Myśleliśmy o restauracji z kuchnią włoską w Polsce lub z kuchnią polską we Włoszech. Zdajemy sobie jednak sprawę, że restauracja wymaga poświęcenia dużej ilości czasu. Tylko wówczas osiągniemy sukces i stworzymy lokal, który zdobędzie renomę. Odłożyliśmy ten pomysł na później.

Czy mieć dwa obywatelstwa oznacza mieć dwie osobowości? Na ile czuje się Pan Polakiem, bo przecież jest Pan ambasadorem Włoch w Polsce?

Od zawsze było tak, że w Polsce grałem rolę Włocha, który opowiadał o Toskanii i Florencji a we Włoszech byłem odbierany jako Polak. Od podstawówki podkreślałem kolegom, że mam na imię Witold. Dlatego nazywali mnie „solidarność" albo „Zibi", na cześć znanego polskiego piłkarza. W Polsce pozwalam, żeby nazywali mnie Vito. Zapewne gdybym mieszkał dalej we Florencji, to byłbym bardziej Polakiem niż jestem teraz.

Czytałam, że w Polsce oczarowały Pana kobiety. A kuchnia?

Kuchnia polska jest wyśmienita, pod warunkiem, że potrawy przygotowuje dobry kucharz. Zauważyłem, że w domach jada się bardziej po polsku niż w restauracjach. W domowej kuchni mamy i babcie przygotowują tradycyjnego schabowego, czy pierogi. Uwielbiam zupy, które uważam za doskonałe. Polskie zupy, od szczawiowej począwszy, przez ogórkową, barszcz, rosół i wiele innych, są wręcz rewelacyjne. Muszę jeszcze wspomnieć o kaczce, która przyrządzona przez doskonałego kucharza nie ma sobie równych. Rzeczywistość kulinarno-gastronomiczna bardzo się zmieniła od lat 70. czy 80., kiedy to przyjeżdżałem z mamą do rodziny w Gdańsku. Kiedyś dominowały głównie stołówki i bary, gdzie jakość posiłków była raczej kiepska. Pomijam poziom obsługi, który teraz jest nawet obśmiewany w filmach. Tradycyjną polską kuchnię można było spotkać tylko w dobrych restauracjach, których było niewiele, bądź w domach. Z tamtych czasów zapamiętałem bardzo pozytywnie restaurację Wierzynek w Krakowie. Przedsiębiorczość w Polakach hamował komunizm, po jego upadku zaczęło powstawać coraz więcej lokali gastronomicznych. Obecnie zarówno kucharze, jak i restauratorzy szkolą się i podwyższają swój poziom usług oraz jakość potraw serwowanych w ich restauracjach. Potrafią podkreślić znakomite cechy polskiej kuchni. Chciałbym tu podać za przykład doskonałego kucharza, jakim jest Karol Okrasa. Polska kuchnia w jego wykonaniu smakuje wszystkim - Hiszpanom, Włochom, Anglikom. Trzeba ją tylko jeszcze bardziej rozreklamować i dowartościować.

Nie odnosi Pan czasem wrażenia, że Polska jest niedoceniana pod względem turystycznym i kulinarnym? Pytam obcokrajowca, który zamienił Florencję na Warszawę.

Zgadzam się. Polskie miasta nie zdają sobie sprawy ze swojego potencjału. Ale to się powoli zmienia. Kraków jest przykładem miasta, które uwierzyło w siebie i zostało dostrzeżone na europejskiej mapie turystycznej.

Jakie miasta poleca Pan znajomym z Włoch?

Warszawę, która ma swój klimat, a przed wojną była nazywana Paryżem północy. Uważam, że bardzo ciekawy i interesujący jest Wrocław, Toruń, renesansowy klimat w Zamościu, Poznań. Polska wiele zyskała przez papieża Jana Pawła II, który niesamowicie ją rozreklamował swoją osobą. Nowe pokolenie Włochów, czyli ludzie w wieku 20-40 lat, całkiem inaczej odbierają już ojczyznę poprzedniego papieża. Oczywiście trzeba jeszcze wiele zainwestować w Polsce, aby rozwinąć turystykę. Przede wszystkim w infrastrukturę drogową. Niedopuszczalne jest, aby na zakopiance trzeba było spędzić 7-8 godzin. A klimat latem jest fantastyczny do zwiedzania. We Włoszech na przykład od czerwca do września nie można wytrzymać bez klimatyzacji. W sierpniu wiele firm jest z tego powodu zamykanych. Funkcjonować można tylko na plaży i w pomieszczeniach klimatyzowanych.

W książce „Moja Toskania" niezwykle malowniczo i ciepło opisuje Pan ten region, gdzie się wychował. Na co położyłby Pan nacisk, opisując Polskę? Który region by Pan wybrał?

Stanowczo Mazury. Tam chciałbym wybudować kiedyś dom, choćby letniskowy. Mazury to taka Amazonia w wydaniu europejskim. Nieskażona natura i przepiękne krajobrazy. Wprawdzie człowiek pozostawia po sobie ślad, trochę niszcząc te dziewicze tereny, jednak nadal jest tam przepięknie. Cenię tam sobie ciszę, którą można wręcz dotknąć, czyste jeziora, przepiękne krajobrazy. Nie dziwię się, że Kraina Wielkich Jezior Mazurskich reprezentuje Polskę w światowym plebiscycie na nowe 7 cudów natury.

Ciekawi mnie jeszcze, jak wyglądają święta we Włoszech. No i który naród spędza je ciekawiej?

Święta Bożego Narodzenia we Włoszech są bardzo rodzinne i kulinarne. Każda „mamma" i babcia może wówczas dedykować swój czas rodzinie, rozpieszczać ją kulinarnie, gdyż tryb życia codziennego na to nie pozwala. Święta rozpoczynają się od pasterki, bez wieczerzy Wigilijnej. U mnie było inaczej, gdyż moja mama to Polka. Pamiętam fantastyczny smak zupy grzybowej i makowca. We Włoszech nie istnieje mak, a moja mama robiła doskonałe makowce. Zapraszaliśmy naszych znajomych na Wigilię. Wszyscy byli zachwyceni tradycją wieczerzy wigilijnej i tego, co pojawiało się u nas na stole w ten dzień. Polacy nie doceniają tego co mają.

Dziękuję za rozmowę.

 







Projekt i wykonanie: a-tech.pl
Copyright by Poradnik Restauratora 2009 (c), wszystkie prawa zastrzeżone!