Polityka prywatności Mapa strony
Home O nas Nakład i dystrybucja Reklama Jak otrzymać Hurtownie dla cateringu Archiwum Kontakt
ZOOM

Fakty - Goło i (nie) wesoło


Autor: Sebastian Petrus

GOŁO I (NIE) WESOŁO

Osoby niekompletnie ubrane lub takie, które zaczną się rozbierać nie będą obsługiwane i zostaną natychmiast wyproszone z lokalu. Restauratorzy, którzy będą tolerować takich klientów, muszą się liczyć z zakończeniem działalności.

Nie dla gołych

To nie jest żart na prima aprilis! Na początku marca br. dyrektor wydziału spraw administracyjnych krakowskiego magistratu obwieścił jego mieszkańcom, a przede wszystkim właścicielom restauracji skupionych wokół Starego Rynku, wprowadzenie nowego przepisu, w myśl którego obsługa osób niekompletnie ubranych lub takich, które w trakcie posiłku zaczną się rozbierać jest zabroniona. Ci, którzy się temu nie podporządkują, muszą się liczyć z surowymi konsekwencjami. Niesubordynowanym restauratorom zostanie po prostu odebrana koncesja na gastronomiczną działalność! Armaty zostały wytoczone. Z magistratu padły groźne słowa. Pojawiły się pierwsze domysły i pytania, skąd takie pomysły i czemu mają one służyć. Długo nie trzeba się jednak zastanawiać, by odpowiedzieć na to pytanie. Wystarczy posłuchać mieszkańców Krakowa, by dowiedzieć się, że chodzi tutaj o pijanych przybyszy znad Tamizy, którzy niejednokrotnie w stroju Adama biegali po płycie krakowskiego Rynku. W takim też stroju potrafili usiąść w restauracyjnym ogródku popijając kolejne zamówione piwo. O angielskich ekscesach było i nadal jest głośno od ponad roku! W tym jednym z najpiękniejszych miast w Polsce upowszechniła się weekendowa piwna turystyka połączona z głośną, a wręcz skandaliczną zabawą. Za parę funtów wciśniętych lokalnemu właścicielowi restauracji robiono, co chciano. Częste chuligańskie wybryki angielskich gości nie były zgłaszane na policję, bo ich sprawcy nie szczędzili dodatkowych funtów na pokrycie strat materialnych. O problemie angielskich gości informowały prawie wszystkie media w Polsce. Pisał o tym również „Poradnik Restauratora". Sprawa weekendowej piwnej turystyki trafiła też na czołówki mediów zagranicznych. Mówiło się dużo i głośno, ale nikt nie potrafił sobie z tym problemem poradzić. Lokalne władze rozkładały bezradnie ręce. Czuły się w pewien sposób winne, bo to tamtejszy wydział promocji poprzez kampanię reklamową zachęcającą do odwiedzenia miasta ściągnął sobie na głowę nielada kłopot. Chyba nikt nie sądził, że sprawa może nabrać takiego obrotu. Nawet Ci, których ten problem szczególnie dotknął, nie spodziewali się takiego scenariusza. Mowa oczywiście o   restauratorach, którzy byli przeciwni takim zachowaniom i często się buntowali.

Parasole tętniące życiem

Na gastronomicznej mapie Krakowa wyjątkowe miejsce zajmują barwne ogródki kawiarniane i restauracyjne, usytuowane w Rynku Głównym. Stąd każdy zaczyna zwiedzanie podwawelskiego grodu, w którym najchętniej - jak wykazują badania - odwiedzane są przez turystów właśnie rozmaite   punkty   gastronomiczne.   W   obrębie Rynku funkcjonuje blisko 50 ogródków, które mają zwykle ok. 60-80 m2. Ogródkowy sezon został ostatnio wydłużony i trwa już od l marca do 15 listopada. Zgodnie z zarządzeniem prezydenta Miasta Krakowa, ogródki mogą być urządzane wyłącznie przed budynkiem, w którym znajduje się lokal gastronomiczny posiadający własne zaplecze. Choć pierwszy marcowy weekend niesprzyjał rozstawieniu stolików i różnokolorowych parasoli, to już 15 restauratorów dostało na nie od władz miejskich pozwolenia. Oczywiście na nowych zasadach. Ci, którzy już to zrobili, jednogłośnie mówią: Dość plebejskiej rozrywki. Nie chcemy być jej stolicą. Takim opiniom wtóruje przewodniczący Stowarzyszenia Gastronomików Rynku   Głównego,   który   także   kategorycznie sprzeciwia się obsłudze niekompletnie ubranych klientów. Aby zrozumieć, z czym mieliśmy do czynienia,  wystarczy  przejrzeć   tytuły  prasowe i fotografie z zeszłego sezonu - wyjaśnia. Dodaje, że dzięki obrazkom nagich Anglików biegających po Rynku w świat poszła informacja, że w Krakowie można robić dosłownie wszystko. Czy można sobie wyobrazić, żeby w Wenecji na placu św. Marka został obsłużony nie do końca ubrany klient. Ja nie wyobrażam sobie takiej sytuacji. Właśnie do takich standardów powinniśmy zmierzać.

Nic śmiesznego

Choć większość restauratorów mówi „nie" stolicy plebejskiej rozrywki, to większość z nich podkreśla jednak, że nie będą na razie wystawiać w swoich lokalach specjalnych tabliczek z informacją o nowych przepisach. Egzekwowaniem prawa zajmie się za to profesjonalna firma ochroniarska, którą wspólnie wynajmą. W tym momencie warto zadać sobie pytanie. Czy w obliczu nowych przepisów będzie dochodziło do takich scen? Wiosenne południe na krakowskim Rynku. W kawiarnianych ogródkach turyści piją kawę. Słychać hejnał z wieży mariackiej. I nagle pojawia się grupa pijanych Anglików. Wrzeszczą, zaczepiają ludzi. Jeden ściąga ubranie i ku uciesze kompanów siada do stolika w stringach. Zaczepia kelnerki. Na całe gardło krzyczy „I love Cracow!". Jego kompani wypinają gołe pośladki w stronę gości lokalu. Tak właśnie było! Ale tak ma nie być - zapewniają właściciele restauracji i pubów. Niestosownie ubrani klienci nie znajdą u nas poklasku i po prostu nie zostaną obsłużeni. To, co jednych cieszy z powodu podjętej próby zażegnania problemu, drugich śmieszy. Tak jest w przypadku krakowskiego radnego Prawa i Sprawiedliwości, który otwarcie przyznaje, że pomysł magistratu go rozśmieszył. Swoje rozbawienie argumentuje w następujący sposób. Nie jestem w stanie wyobrazić sobie, że kelner podchodzi do klienta i mówi: Przepraszam, ale Pana to my nie obsłużymy, bo jest Pan ubrany nie tak jak trzeba lub też w nieco innej wersji: Nie obsłużymy Pana, bo jest Pan niestosownie ubrany. Miejski samorządowiec jest też przekonany, że będzie to jedynie martwy zapis. Nie wyobrażam sobie umundurowanych ochroniarzy ścigających golasów. Ciekawe czy zatem ów radny wyobraża sobie siebie podczas wizyty z rodziną w kawiarni, w której dookoła siedzą goście w samej bieliźnie? Zamiast się śmiać, lepiej może zacząć działać, mówią z przekąsem krakowscy restauratorzy i dodają: podjęliśmy działania zmierzające do wynajęcia firmy ochroniarskiej w celu wprowadzenia przepisu w życie. Nie będziemy tłumaczyć, że tak nie wypada się zachowywać, ale będziemy się powoływać w rozmowie z klientem na przepis. Sądzimy, że zakaz ostudzi i pohamuje takie zachowania.

Oko na ekscesy

Jak zawsze, także i w tym przypadku, to codzienność zweryfikuje, czy podjęte w tym kierunku działania okażą się skuteczne. Przyglądając się tej sprawie, na myśl przychodzi mi postać z filmu „Żandarm z Saint Tropez" zagrana przez wybitnego francuskiego komika Louisa de Funesa. We wspomnianym obrazie nowo mianowany szef brygady policji, surowy wobec podwładnych, oddany całym sercem pracy, wypowiada wojnę nudystom opalającym się na plażach Saint Tropez. Jednak walki z golasami nie ułatwia mu urodziwa córka, która dość szybko dopasowuje się do swobodniejszych obyczajów. Pomiędzy tymi dwoma porównaniami można się dopatrywać podobieństw. Większych lub też mniejszych. Z pewnością łączy je jeden cel: walka z nieobyczajnym zachowaniem ludzi, toczona różnymi sposobami.







Projekt i wykonanie: a-tech.pl
Copyright by Poradnik Restauratora 2009 (c), wszystkie prawa zastrzeżone!