Polityka prywatności Mapa strony
Home O nas Nakład i dystrybucja Reklama Jak otrzymać Hurtownie dla cateringu Archiwum Kontakt
WYWIADY

Wywiady - Rozmowa z Piotrem Galińskim choreografem, tancerzem, autorem książki "Taniec z garami"


Autor: Karolina Domeracka

W KUCHNI ISTOTNE JEST BY NIE BAĆ SIĘ EKSPERYMENTOWANIA...

Karolina Domeracka: Jak narodziło się Pana zamiłowanie do kulinariów?

Moja pasja narodziła się trochę z potrzeby, a trochę z tęsknoty. Z tęsknoty, która wydaje się być tym ważniejszym czynnikiem, jako powrotu do czasów dzieciństwa, do smaków, które się z tym okresem wiązały. Dość szybko zostałem sam w swoim życiu i już jako dorosłemu zabrakło mi tych smaków dzieciństwa. Próbowałem je odtworzyć sam, troszkę eksperymentując w kuchni i tak z początkowych eksperymentów kulinarnych zrodziła się prawdziwa pasja. Po drugie z potrzeby, która powstała wraz z zakupem domu na Mazurach. Dom ten, poza funkcją stricte mieszkalną, był też gospodarstwem agroturystycznym. Zaproszonych turystów podejmowałem pyszną kuchnią regionalną Warmii i Mazur. Miałem więc okazję, by sprawdzić swój talent kucharski również w praktyce. I tak z połączenia wspomnianej potrzeby i tęsknoty narodziło się moje zamiłowanie do kulinariów.

Taniec i kuchnia, czy te dwa dość różne tematy mają jakieś punkty wspólne?

Mają i to bardzo wiele punktów wspólnych. Dobry kucharz musi być jednocześnie dobrym artystą. Zarówno taniec, jak i gotowanie, to sztuka. Na pewno jedno i drugie wymaga dużej fantazji, polotu i częściowo zrywania ze schematyzmem. Aczkolwiek w gotowaniu schematyzmu nie można tak do końca odrzucić, szczególnie jeżeli wracamy do tych dawnych, zapomnianych receptur lub jeżeli po prostu chcemy stworzyć potrawę idealnie według proporcji zawartych w konkretnym przepisie. Inaczej przedstawia się praca twórcza w kuchni, kiedy pracujemy nad zupełnie nową potrawą. Wówczas należy odejść od schematyzmu, zdając się wyłącznie na nasz polot, wyczucie i artyzm. Istotne jest również, by nie bać się eksperymentowania, a mianowicie łączenia ze sobą niespotykanych smaków, stosowania nowych, nieznanych przypraw.

Czy to prawda, że przy kuchennym stole tworzy Pan najciekawsze układy choreograficzne?

Szczerze powiedziawszy mam w kuchni takie miejsce, które jest dla mnie mocno energetyczne, ma w sobie tzw. pozytywną energię. Precyzując, tym miejscem jest drewniany stół w mojej kuchni, przy którym siadam często z ołówkiem, kartką papieru w towarzystwie muzyki oczywiście i tworzę. Tak więc przy tym samym stole pracuję nad nową choreografią i, mówiąc prozaicznie, kleję pierogi.

Pana rodzina pochodzi z Wielkopolski, jednak Pana ulubiony region kulinarny to Warmia i Mazury. Skąd fascynacja akurat tą częścią Polski?

Moja mama była Poznanianką, ja natomiast urodziłem się w Olsztynie. Siłą rzeczy więc w moim rodzinnym domu splatało się ze sobą zamiłowanie zarówno do Wielkopolski, jak i do Mazur. Szczególnie było to widoczne w kuchni. Co ciekawe, jest bardzo dużo podobieństw kulinarnych między tymi dwoma regionami, wspominając chociażby zbliżone do siebie potrawy z ziemniaków.

Wspominaliśmy o Polsce, jeżeli jednak rozszerzylibyśmy spektrum kulinarnych poszukiwań na cały świat, jaka kuchnia stanowiłaby dla Pana inspirację?

Dzięki wykonywanej pracy miałem okazję odwiedzić wiele miejsc, próbować wielu różnych kuchni. Podróże te jednak udowodniły, iż jestem dość mocnym tradycjonalistą, przywiązanym do tradycyjnej polskiej kuchni. Uważam, iż polskie potrawy są zdecydowanie najsmaczniejsze. Jedyne odstępstwo mogę zrobić na rzecz kuchni śródziemnomorskiej, zwracając uwagę jednak nie na same potrawy, ale na specyfikę ich przygotowywania.

Gdyby zaproponowano Panu poprowadzenie programu kulinarnego: po pierwsze, czy wyraziłby Pan zgodę? drugie, jak powinien wyglądać scenariusz takiego programu?

Nie wiem, czy bym się zgodził taki program poprowadzić, bo pomimo mojej dość dużej wiedzy, nadal czuje się jeszcze amatorem w kwestii kulinariów. Amatorem i zagorzałym miłośnikiem oczywiście. Zawodowcem jestem zdecydowanie na parkiecie. Jeżeli jednak miałbym projektować scenariusz, myślę że niezłym pomysłem mogłoby być połączenie dwóch umiejętności, które posiadam - tańca i gotowania. W trakcie np. pieczenia potrawy mógłbym uczyć publiczność, jak i uczestników show, różnych technik tanecznych. Myślę że taki koncept, jak do tej pory nieobecny na polskim rynku medialnym, mógłby się cieszyć sporą popularnością.

Skąd pomysł na „Taniec z garami"?

Jest to trochę wykorzystanie chwili. Momentu popularności i rozpozna-walności, tego iż dość dużo ludzi odczuwa potrzebę, by dowiedzieć się, jak mieszka i żyje Piotr Galiński. Jak wygląda jego dom na wsi i jakie potrawy w nim na co dzień goszczą. Jest to też tak naprawdę książka napisana dla mnie samego. Brzmi to może dość egoistycznie, ale dzięki niej nie muszę już szukać przepisów zapisanych na kartkach, tylko mam nareszcie wszystko uporządkowane w jednym miejscu.

Zupa pokrzywowa z rodzynkami, napój z kwiatów chabru, lin na niebiesko. Czy mógłby Pan powiedzieć coś więcej o tych potrawach?

Zupa pokrzywowa z rodzynkami jest to najprostsza zupa, jaką można przygotować. Sam pomysł na umieszczenie tego przepisu w książce powstał na kanwie historii mazurskiej kuchni. Większość przytoczonych przeze mnie przepisów jest zbiorem kulinarnych opowiadań rdzennych mieszkańców Warmii i Mazur. Zaprezentowana w „Tańcu z garami" odmiana zupy pokrzywowej z rodzynkami jest wersją zdecydowanie wykwintniejszą. Warto nadmienić, iż rodzynki w kuchni polskiej, a szczególnie wielkopolskiej czy mazurskiej, mają swoistą tradycję. Oba te regiony były przesiąknięte tzw. niemczyzną, a gospodynie niemieckie dodawały do większości potraw właśnie rodzynki. Lin na niebiesko - mówi się, że „je się oczami", a więc potrawy muszą przyciągać wzrok. Stąd pomysł na lina w nietypowym kolorze. Jest to zwyczajny lin z wody, jednak dla efektu zaparza się go octem winnym, dzięki czemu skóra ryby staje się jasnobłękitna.

Dziękuję za rozmowę.







Projekt i wykonanie: a-tech.pl
Copyright by Poradnik Restauratora 2009 (c), wszystkie prawa zastrzeżone!