SZYBKI PRZEMIAŁ
W stolicy już nie sposób nadążyć za otwieraniem i likwidacją barków, kawiarenek, a nawet luksusowych restauracji. Jedne padają, drugie powstają i to w tych samych miejscach, w tych samych lokalach. Ktoś, kto do tego doprowadza, za nic ma ludzkie przyzwyczajenia do normalności oraz tradycję, która powinna towarzyszyć dobrej gastronomii.
Na rogu ulicy Słupeckiej i placu Narutowicza jeszcze kilkanaście miesięcy temu pogodnie egzystował barek zaopatrywany przez catering LOT-u. Z obopólną korzyścią dla firmy i klientów. Można było tu wypić kawę czy zjeść klasyczny pokładowy posiłek - a LOT świetnie swego czasu karmił - bez wykupywania biletu do Nowego Jorku. W dodatku na wynos były zawsze smaczne kanapki, a także świeżutki i pyszny kulebiak, do wyboru z trzema nadzieniami czy też rewelacyjne pierogi. Nie tylko ja korzystałem z tej szansy przy okazji zapowiedzi wizyt nieoczekiwanych gości, ale po ratunek przyjeżdżano tu w takich wypadkach z całej Warszawy. Ale nagle, trach i po wszystkim! Likwidacja lokalu! Nie minęło kilka tygodni remontu i w tym samym miejscu otworzono kawiarenkę. Z mebelkami w stylu socjalistycznego MHD - każdy stolik z krzesełkami inny, foteliki tudzież - niemniej całkiem sympatycznie. Z prasą do czytania i co najważniejsze z dobrą kawą oraz umiarkowanymi cenami. Szybko się znów to miejsce zaludniło, a tu znów trach i likwidacja. Nawet nazwy nie zdążyłem zapamiętać, bo po dawnym właścicielu śladu nie ma. Jest już za to kolejny remont i za chwilę - a piszę te słowa w pierwszych dniach marca - wystartuje zapewne ktoś kolejny z nową ofertą, bo to świetny punkt. Jeszcze lepszym z gastronomicznej perspektywy jest w Warszawie zapewne słynna kamienica Warszawskiego Towarzystwa Wioślarskiego przy ulicy Foksal 19, a więc w samym sercu śródmieścia. Na taki luksus nie stać było wielce zasłużonego dla miasta klubu sportowego „Polonia", który posiadał tu swoje biuro oraz sale sportowe. W 2000 roku w tej zabytkowej kamienicy nakładem wielkich inwestycji otwarto zajmujący dwa poziomy - parter i pierwsze piętro - Browar Restauracyjny „Soma". Były eleganckie sale, dobra kuchnia i świeżo warzone piwo prosto ze stojących za szklaną ścianą cylindrów browaru, stojących zamiast drabinek w dawnej sali gimnastycznej. „Soma" wytrzymała cztery lata i ustąpiła miejsca nocnemu klubowi „Foksal 19". Do poprzedniej elegancji lokalu doszła uroda dziewczyn i nocne szaleństwa, ale nie na długo. W cyklu wręcz olimpijskim - bo po kolejnych 4 latach - śladu już po tym klubie nie ma, a rozkwitło znów na dwóch poziomach bistro „Sketch". Nie powiem, funkcjonalne, z bezprzewodowym internetem, idealne dla biznesmenów i menedżerów, którzy nawet przy śniadaniu, lunchu czy „dinerze" nie są w stanie rozstać się z laptopem! To tylko kilka przykładów z trapiącego stolicę „szybkiego przemiału". Jest wszakże również zupełnie inny numer, na który nie tak dawno dałem się nabrać. Otóż w grudniowym numerze „Poradnika Restauratora" z radością powitałem otwarcie zamurowanej od dwóch lat i stojącej pusto kawiarni „Nowy Świat". Przetarg na zagospodarowanie lokalu wygrała spółka TSK i zapowiedziała otwarcie w tym miejscu słynnej warszawskiej kawiarni literackiej „Pod Pikadorem", która działała od listopada 1918 r. Piło się tam nie tylko kawę, ale słuchało wierszy Jana Lechonia i Juliana Tuwima. Z entuzjazmem powitałem nawiązanie do tradycji i gratulowałem pomysłu. Nowy gospodarz wraz z władzami miasta zainaugurował działalność i z okazji 90-lecia odzyskania Niepodległości zaimprowizował wnętrze na wzór 1918 roku. Wywieszono portret Naczelnika Józefa Piłsudskiego, plakaty z tamtego okresu i w autentycznym klimacie odbywały się lekcje historii dla szkół średnich. A pod koniec grudnia miała już otworzyć podwoje kawiarnia, cukiernia, restauracja. Zapowiedziano też zorganizowanie kabaretu literackiego, z którego zasłynął „Pikador". I nic z tego! Przychodzi posypać mi głowę popiołem, bo uwierzyłem hucznym zapowiedziom. Spółka TSK wycofała się ostatnio z umowy. Miała bowiem płacić 107 zł czynszu miesięcznie za metr kw. A że tych metrów w piwnicy, na parterze oraz pierwszym piętrze jest prawie tysiąc, więc czynsz wyniósłby ponad 100 000 zł miesięcznie! 1,2 miliona rocznie!!! A to już ryzyko nie do wytrzymania. No to i mamy odpowiedź na pytanie o powody szybkiego padania coraz to kolejnych lokali gastronomicznych w Warszawie. Bo lepiej, żeby „Nowy Świat" dalej straszył pustką i nic nie zarabiał, niżby ktoś miał płacić niższy czynsz w ramach rozsądku. A w zapowiedź, że władze dzielnicy Śródmieście zamierzają w tym lokalu uruchomić miejską instytucję kulturalną już po prostu nie wierzę. Wiwat stolica!