CZULENT FESTIWAL
W samym sercu Warszawy, o krok od Pałacu Kultury, jest jeszcze wąska uliczka ze starymi, zachowanymi kamienicami, wypisz, wymaluj identyczna, jak przed wojną. Mroczne bramy, kamienne studnie podwórek.
To Próżna, która wiedzie od Marszałkowskiej do placu Grzybowskiego. Tam już słońce i słynny Teatr Żydowski, a jeszcze kawałek dalej synagoga i Centrum Kultury Żydowskiej. Raz do roku, we wrześniu, z okazji Festiwalu Kultury Żydowskiej, ulica Próżna, nie tyle zamienia się, co odzyskuje swoją przedwojenną atmosferę. Stragan przy straganie, sklepiki w bramach, tłumy. Pachnie czosnkiem i czulentem, tak charakterystycznym dla zamieszkałych przez głównie żydowską ludność uliczek dawnej Warszawy. W starannie pilotowanym przez znakomitą aktorkę Gołdę Stencer i reżysera Szymona Szurmieja festiwalu, w przypomnieniu bogatej kultury żydowskiej - muzyki, literatury, tekstów w języku jidysz, w znamiennych dialogach ze słynnymi szmoncesami, w całym filozoficznym bogactwie, nie mogło oczywiście zabraknąć i charakterystycznej sztuki kulinarnej. W jednej z bram zainscenizowano restaurację „Próżna-Hoiz", a na straganach aż kipiało od chałek, śledzi o różnych smakach, kugla, gęsich pipków, cymesu, gefilte fishes, czyli faszerowanej po żydowsku ryby czy siekanej smażonej wątróbki, zwanej żydowskim kawiorem. Do zjedzenia na miejscu, zabrania do domu lub, co najlepsze, jedno i drugie. A w sobotę w „Próżna-Hoiz" odbyło się klasyczne szabasowe czulent-party, na którym serwowano zapiekaną przez całą noc fasolowo-mięsną potrawę. Festiwal przypomniał nam zatem o znakomitości żydowskiej kuchni. Nie zaryzykuję, jeśli powiem, że kuchnia żydowska jest bodaj najstarszą na świecie, podobnie jak Biblia, która jest najstarszą księgą zawierającą wskazania kulinarne. Jest to kuchnia religijna, która wskutek diaspory Żydów stała się światową. Swego czasu po żydowsku gotowano w wielu domach całej Europy oraz Stanów Zjednoczonych. Była to ortodoksyjna, klasyczna kuchnia europejskich, głównie polskich, austro-węgierskich i niemieckich Żydów. W Europie, po dramacie Holocaustu, ta kuchnia zaczęła odchodzić w przeszłość, stałą się niszową. Zachowała się u nas w kilku żydowskich restauracjach z koszerny mi specjalnościami. W Warszawie są 3 takie restauracje. „Menora" na placu Grzybowskim, a więc właśnie tam, gdzie odbywa się tradycyjnie Festiwal Kultury Żydowskiej, „Pod Samsonem" na Starówce i „Warszawa-Jerozolima", słynąca ze śpiewających kelnerów. Kilka żydowskich restauracji jest w Krakowie na Kazimierzu, ze słynnym „Arielem" na czele, a ostatnio odkryłem uroczą żydowską knajpę w Tykocinie, tuż obok synagogi, w której znajduje się przepiękne Muzeum Kultury Żydowskiej. Zjadłem tam pyszny kugel, czyli babkę ziemniaczaną z sosem grzybowym. Więc polecam wszystkim, którzy ciągną na Mazury, aby zboczyli do Tykocina. Oprócz Polski, kilka żydowskich restauracji jest jeszcze w Budapeszcie, w VI dzielnicy, a więc na terenie dawnego getta. I to chyba wszystko. Wszędzie cieszą się one renomą, zwłaszcza u turystów pochodzenia żydowskiego, a także wycieczek z Izraela. Paradoks polega na tym, że współczesna kuchnia izraelska w dużej mierze odeszła od tej europejsko-ortodoksyjnej żydowskiej kuchni, w kierunku ukształtowanym przez klimat. Zbliżyła się do arabskiej i śródziemnomorskiej, Wspólne więc jest bogactwo oliwek i sałat, przecieru z ciecierzycy, zwanego humusem, który podaje się jako przystawkę niemal przed każdym posiłkiem. Żeby więc zjeść klasycznie po żydowsku, trzeba się wybrać do Budapesztu, Krakowa, Warszawy! Dobrze to o nas świadczy. Jak również i to, że nigdy w życiu nie widziałem tylu gojów przebranych za Żydów, jak w trakcie już szóstego Festiwalu Kultury Żydowskiej, który w tym roku odbywał się pod hasłem „Warszawa Singera". I handlowali, gotowali, deklamowali i śpiewali po żydowsku, jak za czasów Singera, ściągając na Próżną tłumy. Przypomnę jeszcze tylko, że laureat literackiej nagrody Nobla - Isaac Bashevis Singer, wychowywał się w Warszawie, pisał również po polsku, a po przeniesieniu się w 1935 r. do Nowego Jorku używał pseudonimu Icchok Warszawski. I z całą pewnością przychodził na czulent do restauracji Hoiz na Próżnej!