Polityka prywatności Mapa strony
Home O nas Nakład i dystrybucja Reklama Jak otrzymać Hurtownie dla cateringu Archiwum Kontakt
ZOOM

Fakty - Policjanci po ciemnej strony mocy


Autor: Paweł Grzybowski

POLICJANCI PO CIEMNEJ STRONY MOCY

Funkcjonariusze łódzkiego oddziału Centralnego Biura Śledczego rozbili w połowie lutego gang wyłudzający haracze od restauratorów i właścicieli dyskotek. Sprawa jest o tyle bulwersująca, iż połowę zatrzymanych członków gangu stanowili... sami policjanci.

Rozbita grupa przestępcza działała przede wszystkim na terenie województwa łódzkiego, między innymi w: Bełchatowie, Łodzi, Piotrkowie Trybunalskim i Sieradzu oraz w kilku miastach wschodniej części województwa wielkopolskiego. Policja rozpracowywała gang przez blisko dwa lata. Funkcjonariusze Centralnego Biura Śledczego łącznie zatrzymali 12 osób, w tym sześciu policjantów i jednego strażnika z łódzkiego aresztu śledczego. Wśród zatrzymanych policjantów są przede wszystkim aspiranci i sierżanci mający od 29 do 40 lat i staż pracy w Policji od 4 do nawet 17 lat. Z pierwszych ustaleń CBŚ wynika, iż szefami gangu byli: 35-letni Sławomir F. - właściciel jednej z łódzkich agencji ochroniarskich oraz o rok młodszy Przemysław G. - policjant z oddziału antyterrorystycznego w Łodzi. Prokuratura wystąpiła o areszt tymczasowy dla czterech zatrzymanych członków gangu. Policjanci oraz strażnik z aresztu zostali zawieszeni w pełnieniu swoich obowiązków służbowych. Zatrzymanym grozi teraz do 10 lat więzienia. Zasada działania gangu była prosta: członkowie grupy przestępczej składali właścicielom restauracji, klubów oraz dyskotek propozycje ochrony ich interesów. W przypadku odmowy dochodziło do prób zastraszenia, a nawet pobicia restauratorów. Właściciel dyskoteki, który nadal nie zgadzał się na ochronę, musiał się potem liczyć z tym, że w jego klubie zaczną wybuchać bójki. Prowokatorami tych bójek byli członkowie gangu, a ofiarami niewinni goście. Po kilku takich zdarzeniach większość właścicieli, w obawie przed utratą klientów, zgadzała się na warunki gangu. Z haraczami, wymuszeniami i opłatami za fikcyjną ochronę miała chyba do czynienia większość restauratorów i właścicieli klubów z dużych miast oraz wakacyjnych kurortów. W ostatnich latach o tego typu sprawach było nieco ciszej, co - jak pokazuje łódzka afera - nie oznacza, iż problem został rozwiązany. Początkowo, jeszcze w pierwszej połowie lat 90-tych, Policja twierdziła, iż problem ma charakter marginalny. Często haracze utożsamiane były z działającymi wtedy w Polsce gangami z terenu byłego Związku Radzieckiego. Stąd rosyjskie określenie tego zjawiska: reket. Zmowa milczenia i niemożności pękła w 1994 roku. Wtedy to restauratorzy z warszawskiej Starówki postanowili wspólnie przeciwstawić się gangom wymuszającym haracze. Przez cały jeden weekend zamknięte były restauracje, kawiarnie, sklepy i puby. Sprawę nagłośniły media. I nagle okazało się, że wymuszaniem haraczy w Warszawie zajmowały się przede wszystkim powstające właśnie duże i dobrze zorganizowane gangi z Pruszkowa i Wołomina. Wobec medialnego szumu i jednolitego frontu właścicieli punktów gastronomicznych na Starówce Policja zmuszona była do zdecydowanych działań. Gangi wymuszające wtedy haracze w stolicy zostały rozbite. Wielu członków grup przestępczych trafiło do aresztu. Niestety z biegiem czasu solidarny do tej pory front restauratorów nieco się załamał i spora grupa gangsterów, po kilkunastu miesiącach procesów, została uniewinniona z powodu braku przekonujących dowodów. Po tej sprawie Policja stała się bardziej wyczulona na zjawisko wymuszania haraczy. Rozpoczęła się też zmasowana akcja przeciwko zorganizowanym grupom przestępczym. Za kratki trafiali kolejni szefowie gangów z Pruszkowa, Wołomina czy też Trójmiasta. Na ich miejscu pojawiały się jednak kolejne, mniejsze, ale równie groźne grupy przestępcze. Doszło nawet do tego, iż część gangsterów z dawnego „Pruszkowa" przeniosła się do Czech. Był to wynik współpracy polskich szefów gangu z czeskimi grupami przestępczymi. Kilka lat temu tamtejsze media donosiły o polskich gangsterach, którzy terroryzują właścicieli praskich kafejek, piwiarni i restauracji. Haracze pobierane były między innymi od właścicieli renomowanych restauracji na Starym Mieście, Smíchovie i Malej Stranie, w samym sercu Pragi. I podobnie jak w Polsce, tylko nieliczni poszkodowani decydowali się zeznawać na Policji. Opornym porywano dzieci, niszczono samochody i podpalano domy oraz restauracje. Takich przykładów z terenu Polski, Czech czy też innych państw Europy środkowowschodniej można by wymienić więcej. Mimo upływu lat Policji nadal nie udało się całkowicie zlikwidować zjawiska haraczy i wymuszania okupu. Rocznie w Polsce rozbijanych jest od kilku do kilkunastu różnej wielkości grup przestępczych, które zajmują się tym procederem. Tylko w ostatnim roku rozbito w naszym kraju blisko dziesięć takich grup. Najmniejsza grupa zajmowała się wymuszaniem haraczy w jednym ze śląskich gimnazjów. Wśród rozbitych grup znalazła się też i taka, w której prym wiodła żona jednego z szefów gangu pruszkowskiego. W ostatnich latach zmienił się, i to niestety na gorsze, system wymuszania haraczy i opłat za fikcyjną ochronę. Paradoksalnie przyczyniło się do tego rozbicie największych polskich grup przestępczych. „Do głosu" doszli bowiem młodzi, bezwzględni przestępcy gotowi na wszystko, by zdobyć pieniądze. Grupy bandytów wymuszające haracze bardzo często mają na swoim koncie także i inne przestępstwa. Początkowo gang żąda „stosunkowo" niewielkich opłat, rzędu kilku czy też kilkunastu tysięcy złotych miesięcznie. Bardzo często grupa najpierw prowadzi rozpoznanie możliwości finansowych potencjalnej ofiary, szacując, ile może zażądać. Z biegiem czasu wielkość haraczu może się jednak zwiększyć. Restauratorzy, właściciele klubów, pubów i dyskotek muszą jednak pamiętać, iż uległe płacenie haraczu albo też zgoda na „specjalną" ochronę nie oznacza końca problemów. Dlatego najlepszym rozwiązaniem jest jednak powiadomienie Policji. Z haraczami największy problem jest bowiem wtedy, gdy restauratorzy potulnie godzą się na płacenie nie zawiadamiając Policji. Jest to prawdopodobnie wynik braku zaufania do tej instytucji, która w swoim założeniu ma nas chronić, a często wykazuje się zbyt dużą biernością. Trudno się jednak temu dziwić, skoro zastraszony właściciel interesu wie, iż gangsterami wymuszającymi haracze są często sami policjanci, tak jak miało to miejsce w Łodzi. W takich wypadkach prawnicy radzą, by - przy zawiadomieniu o popełnieniu przestępstwa - ominąć Policję i zgłosić się bezpośrednio do naczelnika Wydziału do Spraw Walki z Przestępczością Zorganizowaną w miejscowej prokuraturze. Warto też wnioskować o utajnienie swoich danych. Pozwoli to na zachowanie anonimowości w trakcie prowadzonego przez prokuraturę postępowania. Zarówno Policja, jak i prokuratura, stanowczo za to odradzają próby samodzielnego rozwiązania „problemu", na przykład poprzez wynajęcie własnej grupy ochroniarzy. Takie zachowanie może prowadzić do eskalacji żądań gangsterów i użycia przemocy. Kilka lat temu jeden ze sklepikarzy w Lublinie wynajął do ochrony swoich sklepów własnych „osiłków". Jak się potem okazało obie grupy dobrze się znały i w konsekwencji wspólnie zdemolowały sklepowy magazyn.

podinsp. Grażyna Puchalska

Komenda Główna Policji

W ciągu ostatnich lat nie było takiej lub podobnej sprawy dotyczącej wyłudzania haraczy, w której jako podejrzanie pojawiliby się, niestety, także funkcjonariusze Policji. Żaden spośród sześciu zatrzymanych funkcjonariuszy nie wykonuje obecnie obowiązków służbowych, dwóch zostało tymczasowo aresztowanych, natomiast pozostali zostali zawieszeni w obowiązkach służbowych. Zastosowano wobec nich także dozory policyjne oraz zakazy opuszczania kraju. Ostatecznie o winie bądź jej braku będzie wyrokował sąd i jego wyrok będzie podstawą do podejmowania dalszych kroków wobec policjantów. Przestępczy proceder trwał kilka lat. Został ujawniony przez policjantów Biura Spraw Wewnętrznych KGP. Niestety, żadna z osób pokrzywdzonych nie zawiadomiła o tym Policji, co z całą pewnością nie ułatwiało pracy policjantom. Sprawa była skomplikowana, wielowątkowa, trudna w prowadzeniu ze względu na brak chęci współpracy pokrzywdzonych z Policją. W tego typu sprawach skuteczność Policji zależy w dużej mierze od współpracy z pokrzywdzonymi właścicielami firm. W 2008 r. Policja zarejestrowała 5 074 wymuszeń rozbójniczych (wykrywalność wyniosła 96,4 %).







Projekt i wykonanie: a-tech.pl
Copyright by Poradnik Restauratora 2009 (c), wszystkie prawa zastrzeżone!