ROK PSA
Był upalny, letni dzień, kiedy podczas rodzinnego spaceru w Kazimierzu nad Wisłą zapragnęliśmy zjeść obiad. W Kazimierzu nietrudno znaleźć miłe miejsce na spożycie posiłku, jednak w tym konkretnym przypadku mieliśmy pewien problem.
Nasz problem miał na imię Deks i był mieszańcem niemieckiego owczarka (ojciec) i syberyjskiej łajki (matka). Świadomi zgorszenia i nękani poczuciem winy zajęliśmy miejsce w najdalszym zakątku werandy, a Deks, przemknąwszy chyłkiem, ułożył się cichutko pod stołem i, choć równie jak my zmęczony i spragniony, niezmiernie udatnie symulował nieobecność. Ostrożnie i trwożnie rozejrzeliśmy się dokoła, ale zachowanie otoczenia wskazywało, że akcja szmuglowania psa zakończyła się sukcesem. Po chwili podeszła do nas kelnerka - ale nim przyjęła zamówienie, postawiła na podłodze przed pieskiem jednorazową miseczkę z wodą. Nie muszę Państwu tłumaczyć, że zyskała tym naszą wdzięczność, a także sympatię tych gości, którzy całą akcję dostrzegli. Od tego zdarzenia minęło kilka lat, jednak ciągle jest ono żywe w mojej pamięci i mile wspominam kazimierzowską „Zieloną Tawernę" oraz jej empatyczną załogę. W wielu restauracjach, a także innych miejscach publicznych, zwierzęta nie są jednak mile widziane - i trudno się temu dziwić. A są po temu trzy istotne przyczyny. Pierwsza z nich, to względy sanitarne. Jak by nie patrzeć, zwierzęta mają swój szczególny profil higieniczny, niekoniecznie kompatybilny z ludzkim. Domowe stworzenia są nosicielami drobnoustrojów w rodzaju różnych bakterii - nie mówiąc o pasożytach skóry i przewodu pokarmowego. Rzecz jednak w tym, by nie mylić siedliska drobnoustrojów ze źródłem zakażenia. O ile domowe zwierzęta - podobnie jak istoty ludzkie - bywają siedliskiem chorobotwórczych bakterii, o tyle realnym źródłem infekcji jest raczej niestosowanie przez ludzi standardów czystości pomieszczeń lub zasad higieny żywienia. Istotnym powodem są natomiast względy estetyczne, społeczne i obyczajowe. Tak to już jest, że restauracja ma pewien walor odświętności i kojarzy się z wyższymi standardami estetycznymi, niż poczekalnia dworcowa. Bądźmy zatem wyrozumiali dla restauracyjnych gości, którzy, spożywając, woleliby uniknąć widoku obślinionej i pofałdowanej mordy boksera (mówię o piesku). Trzecią przyczynę stanowią względy prawne. Sławne rozporządzenie Unii Europejskiej nr 852/2004 w rozdziale IX punkt 4. mówi, że przedsiębiorcy odpowiadają za stosowanie procedur, zapobiegających dostępowi domowych zwierząt do miejsc przygotowania, wydawania lub przechowywania żywności. Zmyślny Ustawodawca pozostawił wszakoż furtkę do zdrowego rozsądku w postaci zapisu, że w szczególnych przypadkach upoważnione władze mogą wyrazić zgodę na dostęp zwierząt, pod warunkiem zapewnienia ochrony żywności przed zakażeniem. Zapis ten jest ogromnie istotny dla zwierząt pomocniczych, jakimi są psy towarzyszące osobom niepełnosprawnym. W tym miejscu należy się kilka objaśnień, dlaczego psy-przewodniki zasługują na lepsze traktowanie w lokalach publicznych, niż psie osoby, przybywające do restauracji w charakterze ulubieńców. Otóż pies towarzyszący przychodzi urzędowo: jest po prostu w pracy, i to w pracy o charakterze misji humanitarnej i wymagającej wysokich standardów etyki. Jest wysoko wyszkolony, nierzadko legitymuje się certyfikatem elitarnej uczelni i udokumentowanymi sukcesami. Edukacja psa-przewodnika obejmuje szereg obszarów tematycznych, wśród których są między innymi posłuszeństwo, samokontrola i odczulenie na trudne społecznie sytuacje, co czyni go odpornym na stres i pozwala zachować zimną krew nawet tam, gdzie brakuje jej ludziom. W odróżnieniu od swoich niewychowanych lub nieobytych w świecie kolegów, nie szwenda się po pomieszczeniu w poszukiwaniu łakoci, pieszczot lub kogoś do ugryzienia, ale cicho i cierpliwie czeka w wyznaczonym miejscu. A ponieważ ma wpojone surowe zasady higieny osobistej, sprawuje kontrolę nad swoją fizjologią, którą realizuje w należytym miejscu i o stosownej porze. Nie przesadzajmy więc z ryzykiem sanitarnym, jakie niesie jego obecność wśród ludzi. Dobrze więc się stało, że ostatnie słowo w traktowaniu psów pomocniczych oddano przedsiębiorcom restauracyjnym, a nie bezosobowemu prawodawstwu, co podkreślam z reduplikacją.