Polityka prywatności Mapa strony
Home O nas Nakład i dystrybucja Reklama Jak otrzymać Hurtownie dla cateringu Archiwum Kontakt
WYWIAD

Rozmowa z Tomaszem Małkiem i Markiem Posłusznym, właścicielami Flair Bartending Factory i uczestnikami programu TVN ?Mam Talent


Autor: Edyta Czerwińska

 

MAMY TALENT

 

Edyta Czerwińska: Proszę najpierw opowiedzieć wrażenia po zakończeniu zawodów barmańskich Warsaw Flair Challenge, które miały miejsce w styczniu w Klubie Capitol. To pierwsze takie wydarzenie organizacyjne dla Flair Factory, wcześniej występowaliście Panowie z tej drugiej strony, jako zawodnicy....

T.M.: Zdecydowanie zainteresowanie zawodami przerosło nasze najśmielsze oczekiwania. Już pierwszą edycję Warsaw Flair Challenge bez wątpienia można tytułować największym flairowym konkursem barmańskim w Polsce i jednym z największych w Europie.  Do Warszawy przyjechało w sumie 45 zawodników, a ich zmagania podziwiało ponad 1000 osób. Imprezę relacjonowała większość telewizji w Polsce. Pod względem organizacyjnym był to dla Nas naprawdę duży sukces.

M.P: Największą satysfakcję sprawiają nam maile od zawodników, którzy wspominają konkurs jeszcze przez kilka tygodni po jego zakończeniu, dziękując za wspaniałe zawody i deklarując chęć powrotu.

Trema uczestnika konkursu, czy emocje organizatora, co jest bardziej stresujące?

T.M.: Dobre pytanie ... Bardzo ciężko jest porównać ze sobą te dwa rodzaje uczuć. Na pewno „stres organizatora" był dla nas czymś nowym, a do tremy przed konkursami zdążyliśmy się już przyzwyczaić. Do dnia dzisiejszego wzięliśmy udział w ponad 70 konkursach na całym świecie i nauczyliśmy się, jak radzić sobie z tremą. Wciąż jednak uczymy się, jak ją pozytywnie wykorzystać.

M.P.: Według mnie bardziej stresująca była organizacja, może dlatego, że na WFC występowałem jako konferansjer, co przy tak dużej publiczności było naprawdę wielkim przeżyciem.

Czy w przyszłości zamierzacie jeszcze startować w konkursach, czy teraz przyszedł czas tylko na ich organizowanie?

T.M.: Oczywiście, że będziemy startować!! Za mną największy sukces w życiu - wygrana na Roadhouse World Final w Londynie, było to spełnienie moich marzeń, ale na pewno nie zamierzam osiąść na laurach. Przede mną jeszcze co najmniej 4 lata konkursów i dopóki udział w nich sprawia mi tak wielką przyjemność zamierzam startować. Szczerze mówiąc, nie wyobrażam sobie życia bez co najmniej 15 startów rocznie (śmiech).

M.P.: Również, tak jak Tomek, zamierzam jeszcze startować co najmniej 4-5 lat. Równolegle będziemy organizować Warsaw Flair Challenge, co oczywiście w żaden sposób się nie wyklucza.

Aby żonglować butelkami, trzeba dużo ćwiczyć pod okiem doświadczonego nauczyciela zapewne. Czy sama praca bez talentu wystarczy?

T.M.: Z mojego doświadczenia wynika, że można osiągnąć tytuł mistrzowski bez ukończenia kursów ani szkoleń - ja nigdy żadnego nie ukończyłem. Co do talentu, nigdy nie byłem asem w koszykówkę czy też siatkówkę, nie miałem też specjalnie dobrej koordynacji w tańcu czy też innych sportach, a jednak ciężki wieloletni trening sprawił, że osiągnąłem sukces. Brak ukończenia szkoleń wynikał również z tego, że w latach, w których zaczynałem nie było profesjonalnych, w pełni wyposażonych i przygotowanych kursów. Dziś nie zastanawiałbym się nawet chwili i od razu zapisał się do naszej szkoły Flair Bartending Factory. Po dwóch tygodniach kursu nasi studenci potrafią tyle, co ja po pierwszym roku treningu.

M.P.: To fakt, na początku naszej flairowej drogi nie mieliśmy skąd „czerpać" wiedzy i na kim się wzorować. W Internecie nie było tylu filmów, a zakup płyt instruktażowych w Polsce graniczył z cudem. Wciąż jednak uważam, że dobrego kursu flair nie jest w stanie zastąpić żaden indywidualny trening, czy to z płytami, czy filmami z internetu. Trening pod okiem doświadczonego instruktora - zawodnika flair - na początku kariery oszczędza wiele czasu.  Podczas zajęć prezentujemy ewolucje i triki, na które pracowaliśmy latami. Bardzo miło jest zobaczyć, jak po zaledwie dwóch tygodniach szkolenia barman jest w stanie w efektowny sposób przygotowywać cocktaile.

W Polsce sztuką flair zajmuje się ponad 150 osób. To chyba niewielka grupa ludzi. Jak to wygląda poza granicami naszego kraju?

T.M.: Faktycznie w Polsce jest nas niewielu, inaczej to wygląda w USA, Włoszech, czy też w Azji - ostatnio w Shanghaju miałem okazję zaobserwować chińską scenę flair i byłem pod niesamowitym wrażeniem. Razem z bardzo szybkim rozwojem gastronomii, rozwija się sztuka flair. Obecnie zajmują się nią tysiące młodych Chińczyków. Proszę sobie wyobrazić zawody, na które zgłasza się 200 barmanów! Jest to coś niesamowitego, oczywiście poziom chińskiego flairu odbiega od europejskiego, wydaje się jedynie kwestią czasu, aż będziemy mogli zaobserwować barmanów z Państwa Środka w finałach największych światowych rozgrywek. Co do europejskiej sceny flair, prym w popularności wiodą Włochy, gdzie są tysiące flairowych barmanów i blisko 20 flairowych szkół!

Flair w pewnym stopniu jest sportem urazowym, z uwagi na częste rozcięcia skóry rąk, stóp, czy nawet twarzy. Jesteście rekordzistami Polski w ich ilości: Tomek ma na koncie 32 szwy, Marek - 22. Czy to zraża do flair?

T.M: W moim przypadku większość urazów wynika z nierozwagi i brawury. Na pewno da się uniknąć kontuzji przez trening na plastykowych butelkach i w odpowiednich warunkach. Wszystkie z moich urazów spowodowane były niedopatrzeniami i nierozwagą, do których łatwo można dopuścić podczas wielogodzinnego treningu. Urazy, które odnosiłem, najczęściej miały miejsce na kilka dni przed samymi zawodami, kiedy trening wydłuża się do blisko 12 godzin dziennie.

M.P.: Urazy to na pewno nie jest nic miłego, jednak nas nie zrażają do flairowania w żadnym stopniu. Kontuzje i wiążące się z nimi dolegliwości są niczym przy satyskacji, która ogarnia Cię, gdy na scenie wychodzą Ci najtrudniejsze ewolucje, nierzadko okupione bólem i ciężkim treningiem.

Obok sztuki Flair, jesteście nadal barmanami, którzy przygotowują drinki. Czy przebywając wśród zagranicznych kolegów nauczyliście się czegoś nowego, co nieznane jest jeszcze w polskich klubach? Mam na myśli nowatorskie sposoby przygotowywania drinków, specyficzne połączenia, etc.

T.M.: To prawda, że dzięki podróżowaniu można zaobserwować nowe trendy i połączenia. Jestem pod dużym wrażeniem londyńskiej i paryskiej miksologii, poziom tamtejszych barów zaskakuje ilością niespotykanych u nas składników (ziół, owoców, alkoholi, soków). Również poziom serwisu barmańskiego i metody łączenia zdają się wyprzedzać nasz o lata. Na szczęście coraz więcej naszych rodzimych barmanów traktuje barmaństwo jako pasję i szkoli się często również zagranicą. Pozostaje mieć nadzieję, że w przyszłości będziemy mogli poszczycić się sukcesami również w tych kategoriach. Co do specyficznych połączeń - będąc w jednym z szanghajskich koktajlbarów miałem okazję spróbować drinka numer 1 w Chinach - whisky z zieloną herbatą, dodatkiem ziół i cytrusów oraz sam nie wiem czym, ale smakowało niesamowicie. Nowe trendy to na pewno miksologia molekularna, którą warto śledzić, bo jest naprawdę ciekawa.

Czy istnieją sposoby pobudzania kreatywności przy tworzeniu nowych receptur drinków?

T.M: Moimi są podróże i kuchnia.

Życzę Wam dalszych sukcesów, tak w Polsce, jak i na arenie międzynarodowej. Dziękuję za rozmowę.

*****

Tomek Małek i Marek Posłuszny są wielokrotnymi zwycięzcami i finalistami największych polskich i zagranicznych zawodów barmańskich, m.in. londyńskich Roadhouse, francuskich Paris Flair Open, amerykańskich Nations Flair Challenge oraz polskich Independent Flair League. W swojej karierze Tomasz Małek zdobył dwa tytuły mistrza świata: w Londynie w 2009 roku i w Las Vegas w 2008 roku oraz wicemistrzostwo świata w Szanghaju. Marek Posłuszny na tych samych mistrzostwach świata zajął odpowiednio trzecie i czwarte miejsce.

 



Galeria






Projekt i wykonanie: a-tech.pl
Copyright by Poradnik Restauratora 2009 (c), wszystkie prawa zastrzeżone!