Polityka prywatności Mapa strony
Home O nas Nakład i dystrybucja Reklama Jak otrzymać Hurtownie dla cateringu Archiwum Kontakt
FELIETON

Felieton - Gaumarjos


Autor: Tadeusz Olszański

GAUMARJOS!

Wystarczy wyskoczyć z Warszawy niespełna 20 kilometrów, aby poczuć się jak w Gruzji! I to nie w tej objętej wojną, a dawnej, serdecznej. Przysięgam, że nie przesadzam. Bo gwarantuje to nie tylko maleńka wprawdzie, lecz przecież urocza restauracja i sklep z winami „Gaumarjos" oraz serwowana w niej pyszna kuchnia, ale nade wszystko serdeczna gościnność. Taka, z jakiej słynie Gruzja!

Gruzińska gościnność i kuchnia stała się słynna w Europie już w XIII wieku za sprawą Marco Polo. Wenecki żeglarz w swoim „Opisaniu świata" chwalił gruzińskie specjały za niezwykłość smaków. Są i tacy, którzy twierdzą, że było to jedno z jego głównych odkryć. Bo w której kuchni świata łączy się czosnek z orzechem włoskim, gdzie jeszcze kręci ostry sos tkemali z papryki, śliwek, kolendry? Gdzie tak smaży się bakłażana i cukinię? Gdzie wreszcie podaje na stół takie bogactwo ziół od bazylii, przez cząber, estragon, koper, miętę, oregano, rahan, szafran, tymianek... Stop! Przecież i tak nie wymienię wszystkich ziół, przypraw i sosów, choć do końca życia nie zapomnę obfitości stołu podczas swojej - niestety jedynej - wizyty w Tbilisi. A do tego przecież jeszcze dochodzi gruzińskie wino. Głębokie i mądre, bo uprawiane w tym kraju już od ponad 5000 lat! I nieulegające modom nowoczesnych technologii, oparte na autentycznej pracy ludzkich rąk.

Przy stoliku w Piasecznie rozkoszuję się delikatną specjalnością gruzińskiej kuchni - plackiem chaczapuri. Chaczapuri to po prostu dwa cieniutkie płaty drożdżowego ciasta z mieszanką gruzińskich twarogów w środku. Całość błyskawicznie usmażona, chrupiąca. Kudy tam masowo produkowanym pizzom czy też mozzarelom do chaczapuri i zastanawiam się dlaczego w Polsce tak mało jest takich pysznych gruzińskich restauracyjek jak „Gaumarjos"? W Warszawie jest jeszcze przy ulicy Puławskiej równie malutkie „Tbilisi" plus restauracyjka w Krakowie. I to chyba wszystko! Gdybym się mylił - przepraszam i proszę o adres!

David Gamtsemlidze, który ze swoją rodziną założył w zeszłym roku i prowadzi w Piasecznie „Gaumarjos", jest zarazem prezesem gruzińskiej diaspory w Polsce. Skromnej, bo liczącej w sumie bodaj 100 rodzin. David potwierdza, że zamieszkali w Polsce Gruzini prowadzą tylko dwie restauracyjki, bo krakowska została założona przez Polaków. David przyjechał do Polski w 1991 roku, po wojnie domowej w Gruzji. Miał w Polsce przyjaciół, którzy zatelefonowali wtedy do niego z pytaniem czy żyje? I jak mu się wiedzie?

- Straszna u nas bieda - odpowiedział.

- No to przyjeżdżaj! - usłyszał. Więc przyjechał. Naprzód sam. Potem ściągnął żonę i syna. Otrzymali karty stałego pobytu. A drugi syn, który urodził się w Polsce ma już nasze obywatelstwo. David imał się różnych zajęć, ale że kochał wino więc wspólnie z przyjaciółmi założyli spółkę „Marani" (po gruzińsku znaczy to samo co bodega czyli winiarenka) i zaczęli propagować na polskim rynku wina z Gruzji. Byli jednymi z pionierów w tej dziedzinie. W 2007 roku David wziął kredyt z banku i dzięki dużej życzliwości burmistrza Piaseczna zdecydował się na otwarcie restauracji i sklepu z winami „Gaumarjos". Knajpka wraz ze sklepem ma niepowtarzalny klimat, choćby z tego względu, że otwiera podwoje dopiero o 13-tej, ale jest za to czynna do ostatniego gościa. Nie ma stałej karty jadłospisu, ale za to zawsze są do wyboru 3 - 4 zupy ze słynną charczo na czele, tyleż dań głównych plus przystawki i różne różności pod wino z sałatą gruzińską robioną przez szefową przy gościu.

- Dlaczego nie ma stałej karty? - pytam.

- Bo to zależy od tego co każdego dnia kupimy na targu! - odpowiada David. - Jak na straganach tego dnia bakłażany są ładniejsze od porów, to one będą królować w jadłospisie. Gotujemy jak w domu! Wszystko ma być świeżutkie. Od czasu do czasu zaprzyjaźnieni górale z Poronina przywożą nam barana i wtedy mamy to mięso, które najbardziej lubimy.

Do tego oczywiście wino, najlepiej gruzińskie. Na sklepowych półkach jest kilkanaście gatunków gruzińskich plus dobre pół setki win z całego świata. Jest w czym wybierać, przy pomocy zresztą Davida, który uwielbia degustację z gośćmi. Dodatkową atrakcją jest przystępność. Przy stoliku liczy się sklepowa cena butelki plus 10 zł. Ot i cała marża. Kiedy już opuszczam gościnne progi, David żegna mnie po gruzińsku: GAUMARJOS - bo to nie tylko nazwa restauracyjki, ale tradycyjny sposób witania się i żegnania Gruzinów. A to jedno słowo znaczy - życzę Ci zwycięstwa, obyś wygrał!

- Skąd takie niezwykłe słowo powitania? - pytam.

- Tyle wieków przecierpieliśmy, aby przetrwać, więc tak się witamy i żegnamy! - wyjaśnia David. Obyście wygrali!







Projekt i wykonanie: a-tech.pl
Copyright by Poradnik Restauratora 2009 (c), wszystkie prawa zastrzeżone!