WESELNA TRADYCJA
Mam dla Państwa naprawdę dobrą wiadomość. Oto właśnie skończył się lipiec (jak mówią urzędnicy „miesiąc lipiec"), a zaczął sierpień, który w odróżnieniu od lipca, ma w środku „r". I co z tego, że sierpień ma w środku „r"? - ktoś naiwnie zapyta. A to z tego, że litera „r" w nazwie miesiąca jest gwarancją szczęśliwego pożycia nowożeńców, i jak powszechnie wiadomo, ślub należy brać tylko w miesiącu z literą „r" w środku. Zatem - sezon ślubów i wesel ogłaszam za otwarty.
Wesele własnej roboty
W słoneczne, sobotnie popołudnie do mieszkania państwa Balcerków w bloku przy ul. Alternatywy 4 przybyli weselni goście. Blok nie byle jaki, bo - jak to w PRL-u - zbudowany przez ekipę, która miała za punkt honoru oddać dom do użytku dobre pół roku przed zakończeniem prac budowlanych. Pan Balcerek zadbał o wszystko jak należy: przy pomocy odpowiedniej aparatury uniezależnił się od państwowego monopolu spirytusowego, zaprosił sąsiadów z krzesłami, skompletował zastawę (skąd ją wziął - do dziś nie wiadomo) i zapewnił live music ze swego akordeonu; goście mieli też atrakcje, wodne i energetyczne. Impreza była wyjątkowo udana, a wszystkim, którzy by jeszcze raz chcieli sobie ją przypomnieć, polecam stosowny odcinek serialu Stanisława Barei.
Dlaczego nie w domu?
Z biegiem czasu zanikły finansowe bariery, skłaniające do organizowania wesel własnej roboty, a równocześnie usługi restauracyjne stały się powszechne, profesjonalne i wyspecjalizowane. Bo też zorganizowanie wesela, nawet skromnego, jest przedsięwzięciem nader złożonym. Proszę zauważyć, że obejmuje ono nie tylko przygotowanie menu, ale także serwis, dekorację stołów i pomieszczeń, organizację zabawy - a więc muzykę i rozrywkę, opiekę nad gośćmi, wśród których są i dzieci oraz ogólny nadzór. Słowem - wszystko to, czym niegdyś zajmowali się starostowie weselni, wodzireje, gospodarze - i w ogóle wszyscy domownicy. A i wówczas nowożeńcom udawało się wszystko należycie urządzić dopiero za drugim-trzecim razem. Zatem korzyści z powierzenia organizacji przyjęcia firmie restauracyjnej są nie do przecenienia, bo: • gospodarze wesela mogą się wówczas poświęcić relacjom rodzinnym i ze spokojną głową wypić z gośćmi za pomyślność młodej pary kieliszeczek albo i dwa; • dzięki profesjonalnej oprawie (dekoracja, serwis kelnerski, zabawa) goście uzyskują pełnię satysfakcji z konsumpcji, estetyki dekoracji i rozrywek; • impreza ma określone i przewidywalne ramy organizacyjne, co uwalnia od różnorodnych, mogących się pojawić komplikacji.
Nie ma lekko
„Dziś prawdziwych Cyganów już nie ma" śpiewała niegdyś Maryla Rodowicz. Cyganów może i nie ma, ale prawdziwych Polaków jest pod dostatkiem, a dla prawdziwego Polaka tradycja to rzecz święta, i zasada „zastaw się, a postaw się" także. Co więcej, my Polacy podchodzimy do wesela tak, jak by miało być ono jedynym weselem w życiu nowożeńców. I żeby wszystko się udało, i żeby goście dobrze wspominali. Żeby było dużo wrażeń i żadnej wpadki - oczekiwanie nierealne, zważywszy na absolutną sprawdzalność prawa McMurphy'ego, wg którego, jeśli coś złego ma się zdarzyć, to zdarzy się na pewno, i to w najgorszym momencie. I żeby było elegancko i dużo, dostojnie i swojsko. Co zatem zrobić, by pogodzić sprzeczne wymagania, żeby - powiedzmy - w trzeciej godzinie przyjęcia weselnicy mieli obfitość jadła, ale kiełbasa niesąsiadowała na stole z tortem, a sernik z bigosem?Bez radykalnych posunięć się nie da. A co zrobić, żeby wszystkie dania były bezpieczne, bo przygotowane przez restaurację, ale jednocześnie by można było podać gościom smakowite, regionalne wyroby zaprzyjaźnionego wędliniarza oraz legendarne ciasta cioci Helenki? Powszechnym rekwizytem sal weselnych stały się więc wydzielone bufety z potrawami regionalnymi, niekoniecznie pochodzącymi z restauracyjnej kuchni. Restauratorzy na taką okoliczność mają opracowane specjalne procedury postępowania z żywnością pochodzącą z zewnątrz, a do tego niejednokrotnie konsultują się w tej sprawie z fachowcami od higieny żywienia.
Jak to robią inni
Polska tradycja ślubna, jakkolwiek elastyczna i poddawana wpływom przenikających się kultur współczesnego świata, jest solidna i że tak powiem - wymagająca nie mniej, niż obyczaj angielski. Z coraz wyraźniejszymi wpływami kultury krajów anglosaskich pogodzić się trzeba (sam należę do pokolenia, które kiedyś nie świętowało Walentynek, a do święta Halloween nadal odnosi się z rezerwą). Zatem - przyjrzyjmy się, jak tam aranżuje się przyjęcia weselne w restauracji - może coś da się z korzyścią zaadaptować do naszych, polskich warunków. Częstym obyczajem, podobnie jak u nas, jest urządzanie przyjęcia w „private rooms", czyli mniejszych pomieszczeniach, satelitarnie umiejscowionych na orbicie głównej sali restauracyjnej. Ponieważ przyjęcie ślubne miewa raczej charakter eleganckiego „party" niż upojnego szaleństwa - dobrze, jeśli odbywa się w miłym miejscu, najlepiej z wyjściem na ogród, gdzie można kontynuować życie towarzyskie rozprostowawszy nogi. Menu nie musi być nadmiernie obfite, wystarczy, że będzie stylowe. Poszukiwanie oszczędnych rozwiązań przez wnoszenie własnych alkoholi wcale nie jest polskim patentem: wysokość „corkage fee" („korkowego") należy do głównych kryteriów wyboru restauracji nawet w Dolinie Krzemowej. Zwraca natomiast uwagę pewna charakterystyczna odmienność obyczaju weselnego, w postaci urządzania serii imprez dla przyjaciół i rodziny, poprzedzających wesele właściwe. Ponieważ jest to temat-rzeka, nie będziemy się nim nadmiernie zajmować, skupimy się tylko na idei „przyjęcia próbnego" (zwykle na koszt rodziców pana młodego). Ten miły obyczaj, mający wiele odmian, pozwala rozciągnąć w czasie niezapomniane chwile, a dla restauratorów stanowi ważny - i opłacalny -- obszar kreatywności.
Zatem - czy tylko samo przyjęcie weselne?
No właśnie: czego jeszcze mogą oczekiwać zamawiający imprezę weselną w restauracji poza samym przyjęciem? To jest naprawdę dobre pytanie. Bo oprócz rzeczy najbardziej oczywistych, czyli konsumpcji, serwisu i muzyki, weselni goście mogą potrzebować licznych usług towarzyszących, a to miejsc w pokojach gościnnych, a to usług transportowych, profesjonalnej dekoracji (zajmują się tym coraz liczniejsze mniejsze w naszym kraju i coraz bardziej rozwinięte technologicznie firmy), fachowego konferansjera- -wodzireja, opiekuna-animatora zabaw dla dzieci, regionalnych artystów, lokalnych smakołyków, atrakcji out-door oraz miliona innych fajerwerków, w zależności od upodobań, fantazji i zamożności. A może nadeszła już pora, by - wzorem tradycji anglosaskiej - proponować nowożeńcom stylowe i profesjonalnie zorganizowane wieczory panieńskie, kawalerskie, śniadania przedweselne, spotkania zapoznawcze rodzin, „wesela próbne" lub inne imprezy towarzyszące weselnej ceremonii?
Jak przedstawiać ofertę
Restauratorzy wiedzą, że nowożeńcy, przychodzący zamówić przyjęcie weselne, mają na ogół małe doświadczenie w organizowaniu wesel (choć dane demograficzne wskazują, że doświadczonych, a więc mających za sobą przynajmniej jedno własne wesele, ostatnio przybywa). Restaurator zatem bierze na siebie odpowiedzialność za precyzję uzgodnień, prowadząc rozmowy z zamawiającymi wg określonego szablonu, dzięki czemu: • nie pominie żadnego, istotnego obszaru uzgodnień, • uniknie ewentualnych, późniejszych nieporozumień związanych z kosztem lub zakresem usługi, • będzie mógł zaoferować maksymalny zakres świadczeń towarzyszących. Dobrym zwyczajem jest sporządzenie zapisu ustaleń, wedle zasady „Jeśli coś nie zostało zapisane, to tak, jakby w ogóle nie było uzgodnione". Kluczową dla restauratora informacją jest wysokość kwoty, w ramach której ma się poruszać w organizacji przyjęcia weselnego. W pamiętnej scenie zakupów z filmu „Pretty Woman", sprzedawca pyta o wysokość przeznaczonej sumy: „Czy ma Pan na myśli kwotę lekko gorszącą, czy też zupełnie zwalającą z nóg?" i słyszy w odpowiedzi „Zupełnie zwalającą z nóg". Takiego właśnie zakończenia cenowych negocjacji życzę obu stronom.