Polityka prywatności Mapa strony
Home O nas Nakład i dystrybucja Reklama Jak otrzymać Hurtownie dla cateringu Archiwum Kontakt
WYWIAD

Rozmowa z Tomaszem Zubilewiczem, prezenterem prognozy pogody w TVN


Autor: Edyta Czerwińska

CIEKAWOŚĆ ŻYCIA I KULTURY DANEGO REGIONU

 

Rozmowa z Tomaszem Zubilewiczem, prezenterem prognozy pogody w TVN

 

Edyta Czerwińska: Z wykształcenia jest Pan geografem, lubi Pan podróżować, poznawać nowych ludzi. Czy przy okazji zwyczaje kulinarne także?

Oczywiście, kuchnia to nieodłączny element kultury danego regionu. Podczas podróży szukam czegoś innego niż na Mazowszu, w miejscu mojego zamieszkania. Jeżeli udaję się na przykład w stronę Suwałk i jeziora Wigry, to chcę spróbować tego, co jest charakterystyczne dla tamtej kuchni. Tam na Podlasiu wyraźnie odczuwa się wpływy kulinarne z Litwy, gdzie jada się sporo potraw opartych na ziemniakach. Ile razy jestem na Śląsku, zawsze zamawiam pyzy z  odrą kapustą i kluski śląskie ze zrazem. Przejeżdżając przez Miechów, kupuję sobie pierogi.

Jak wybiera Pan lokale gastronomiczne, do których Pan wchodzi, będąc w podróży?

Przede wszystkim odwiedzam te miejsca, które mi polecono. Dużo moich znajomych podróżuje i polegam na ich opinii. Posiadają sporą wiedzę na temat miejsc, do których warto wstąpić. Panuje też opinia, że tam, gdzie stoi dużo samochodów, tam jest dobre jedzenie. Tę zasadę także stosuję.

Pogodę prezentuje Pan z humorem, domieszką ciekawostek. Czy ma Pan w zanadrzu jakąś związaną z restauracją, jedzeniem?

Niekiedy nawiązuję do tego tematu. Gdy pogoda nad morzem jest  brzydka i pochmurna, to radzę spróbować nadmorskich ryb. Tym, którzy wybierają się na wycieczkę w góry, polecam odpowiednie potrawy dodające energii. Szukam równowagi pomiędzy sposobem życia, turystyką, a stylem odżywiania się.

Kuchnia chińska, śródziemnomorska oraz bigos należą do Pana ulubionych...

Bigos jednak zawsze stawiam na pierwszym miejscu. Podczas jednej z  podróży zafascynowała mnie kuchnia azjatycka. Zapachy, duża ilość warzyw i przyprawy to jest to, co mnie w niej zainteresowało. Natomiast podczas pierwszego pobytu w Chorwacji odkryłem też kuchnię śródziemnomorską, ale w postaci sałatek i owoców morza.

Czy jest coś, czego Pan nie jada?

Pod każdą szerokością i długością geograficzną nie tknę wątróbki. Nawet nie chcę na nią patrzeć. Kulinarnie nie interesują mnie takie rzeczy, jak podroby, serduszka, żołądki, czy ozory. Stanowczo jestem daleki od próbowania jakichkolwiek potraw z tych składników.

W domu zdarza się Panu gotować, czy to zajęcie pozostawia Pan raczej żonie?

Gotuję wodę na herbatę. Nie będę ukrywał, że kuchnia to domena żony i córki. Nawet nie staram się im w tym przeszkadzać. Niekiedy uczestniczę w planowaniu menu podczas rodzinnych wieczorów. Wówczas siadamy i zastanawiamy się nad tym, co mamy ochotę przygotować, planujemy co kupić. Posiłki traktujemy raczej jako sposób na wspólne spędzenie czasu.

Lubię ludzi optymistycznie nastawionych do życia, takich jak Pan, którzy wolą patrzeć w przyszłość. Jakie ma Pan lekarstwo na dni, kiedy plucha bądź niskie ciśnienie nastrajają Pana melancholijnie?

Po pobycie w Chorwacji doceniam lampkę wina w takich sytuacjach. Uważam jednak, że na poprawę nastroju najlepszym lekarstwem jest dobre towarzystwo. Ewentualnie - o tym muszę koniecznie wspomnieć- filiżanka dobrej herbaty. Moja żona jest fanką wszelkiego rodzaju herbat i zawsze przywożę je z podróży. Była w siódmym niebie, gdy z wyprawy do Chin przywiozłem jej kilkanaście rodzajów herbat. Taką herbatę z przyjemnością wypijamy sobie wieczorem, jest ona wspomnieniem przeżytych przygód, echem odwiedzanych miejsc. Moją ulubioną jest herbata zielona. W Chinach jest bardzo dużo odmian zielonych herbat i niektóre z nich mam do dziś. Picie herbaty w Chinach wiąże się z rytuałem rozmowy z przyjaciółmi, rodziną. Tworzy się wówczas wyjątkowy klimat. Dlatego tematy herbaciane polecam na długie jesienne wieczory.

Jakiś czas temu poddał się pan diecie, która zaowocowała ubytkiem wagi i poprawą nastroju. Stosuje ją Pan do dziś?

Kiedyś odwiedziłem centrum żywieniowe, stosujące teorię SetPoint, w którym specjalista ustalił mi indywidualną dietę. Polegało to na odpowiednim łączeniu potraw i jedzeniu o określonych porach. Schudłem wówczas 4 kg, czyli tyle, ile sobie założyłem. SetPoint to teoria naukowa, która zakłada, że każdy organizm dąży do równowagi biologicznej, starając się osiągnąć optymalną dla niego masę ciała. SetPoint to taki punkt równowagi pomiędzy naszymi potrzebami a możliwościami organizmu. Dieta ustalana jest indywidualnie w zależności od preferencji żywieniowych, trybu pracy, stylu życia. Teraz już jej nie stosuję, gdyż uzyskałem wagę, która mnie zadowala. Staram się tylko trzymać pewnych reguł, dla lepszego samopoczucia.

Czy jest to potwierdzeniem stwierdzenia „jesteś tym, co jesz"?

Oczywiście. Jedzenie wpływa na styl życia, nastrój, dobre samopoczucie. Przypomniałem sobie pewną przygodę. Dwa lata temu byłem w Monako, na południu Europy, blisko Cannes. Wieczorem usiedliśmy w restauracji z widokiem na Morze Śródziemne i zamówiłem sobie jagnięcinę, którą wcześniej bardzo lubiłem. Następnego dnia przeżyłem jelitową rewolucję, której nie zapomnę bardzo długo. Od tamtej pory minęło już ponad 1,5 roku, a ja nadal nie mam ochoty przekonać się do jagnięciny.

Dziękuję za rozmowę.

 



Galeria






Projekt i wykonanie: a-tech.pl
Copyright by Poradnik Restauratora 2009 (c), wszystkie prawa zastrzeżone!