Poradnik Restauratora
Fakty: Zysk nocy letniej
Autor: Sebastian Petrus

ZYSK NOCY LETNIEJ

Wakacyjne miesiące to specyficzny okres dla wielu właścicieli restauracji oraz pubów. W tym czasie wielu z nich odnotowuje rekordowe zyski z konsumpcji.

Letnia pogoda wpływa na wiele aspektów codziennego życia. Także na gastronomię. Posiłki na świeżym powietrzu, nowe pozycje w menu, kanapki i zdrowe sałatki, a co najważniejsze korzystny stosunek wartości do ceny. Wszystkie te elementy wprowadzone do letniej oferty w wielu gastronomicznych lokalach spowodowały, że mimo obecnej sytuacji ekonomicznej i wysokich kosztów stałych, wielu właścicieli punktów gastronomicznych ma powody do zadowolenia.

Niech żyje klient

Nadzieje przedstawicieli branży, związane z letnimi miesiącami bazują na turystach oraz na tych wszystkich osobach, które pozostają w domu i pozwalają sobie na ekstra wydatki, w tym posiłki w restauracjach czy inne atrakcje. Oficjalne dane instytutu badawczego GfK Polonia pokazują, że wypoczynek w Polsce bił w tym roku rekordy popularności. Niemal 60% ankietowanych zostało na wakacje w kraju, 16% respondentów wyjechało za granicę, a 15% spędziło urlop w obu miejscach. Powód? Słaba złotówka. Sezon letni to wyjątkowa okazja do zarobku, przyznają zgodnie restauratorzy skupieni wokół krakowskiego Starego Rynku. W tym roku nie mają oni powodów do narzekań, a zwłaszcza na brak klientów i to zarówno rodzimych, jak i tych nieco zamożniejszych spoza granic Polski. Jak mówi jeden z menadżerów restauracji, w zarządzanym przez niego lokalu notorycznie brakowało wolnych stolików, a obsługa z trudem obsługiwała kolejnych klientów. Z kolei dla innego właściciela, tym razem prowadzącego pub, wakacje okazały się również czasem wzrostu zysków z prowadzonej działalności. W końcu dyskoteki w wakacje cieszą się sporą popularnością. Według niego ci, którzy przygotowali się do sezonu, czyli przede wszystkim poczynili inwestycje w celu poprawy jakości świadczonych usług, muszą mieć powody do zadowolenia. Pomimo, że konkurencja na rynku jest duża, jak również koszty utrzymania lokali. Ale póki co, żaden kryzys ekonomiczny tej branży nie grozi. W podobnym tonie wypowiadają się również osoby prowadzące swoje restauracje na wybrzeżu. Zakończony sezon obfitował w klientów. „Pogoda jest naszym sprzymierzeńcem" - mówi jeden z restauratorów z Kołobrzegu. Nie kryje również satysfakcji z faktu, że im dni stawały się bardziej gorące, tym kolejki w jego lokalu były dłuższe. Jego kolegę z branży denerwują z kolei opinie osób ze środowiska gastronomicznego, którzy nie podzielają optymizmu z zakończonego właśnie sezonu. „Narzekanie chyba weszło nam w krew. Robimy tak z przyzwyczajenia, ale czy to ma jakiś sens i głębsze uzasadnienie?" - pyta nadmorski restaurator. Szacunki Instytutu Turystyki wyraźnie pokazują, że podczas, gdy w pierwszy kwartale br. liczba turystów spadła o kilkanaście procent w skali roku, drugi był już zdecydowanie lepszy, a wydatki Polaków na krajową turystykę kształtowały się na podobnym poziomie, co w roku poprzednim.

Wiem, co jem

Niestety dobrą kondycję branży gastronomicznej pogarsza fakt publikowanych co jakiś czas raportów kontrolerów Państwowej Inspekcji Handlowej, pracowników Sanepidu czy Urzędu Kontroli Skarbowej, etc. Ogólnie rzecz ujmując, restauratorom, właścicielom barów i zajazdów zarzucane są oszustwa, polegające na serwowaniu klientom nieświeżych posiłków i zaniżaniu porcji. Do głównych grzechów zaliczane jest zamienianie droższych produktów na tańsze, na przykład zastępowanie żółtego sera w pizzy produktem seropodobnym z aromatem, w miejsce bekonu stosowanie wędzonki czy zamiast anchois podawanie śledzi. W czasie kontroli trafiono nawet na taką pizzę, w której nie zgadzał się ani jeden składnik! Notorycznie zdarzają się także sytuacje, że serwowane są zbyt małe porcje, lub takie, w których jest za mało najważniejszych składników. Za przykład niech posłużą pierogi z mięsem, w których mięsa było nie w połowie, a w jednej czwartej czy fasolka po bretońsku, gdzie mięso stanowiło zaledwie 7 procent porcji. Kontrolerzy natrafiali też często na przypadki przeterminowanych produktów. W przypadku pubów inspektorzy ujawnili, że w drinkach na 100 ml deklarowanej zawartości wódki brakowało nawet 25 ml alkoholu, a na 200 ml soku w drinku brakowało 82 ml. Osobnym zagrożeniem, na które właściciele pubów nie mają wpływu, są zdarzenia polegające na dosypywaniu podejrzanych substancji do napojów alkoholowych, w tym również stosowanie tzw. pigułki gwałtu. Kontrolerzy zwracają też uwagę na niewłaściwą segregację towarów w urządzeniach chłodniczych. I tak, lody przechowywane są z mięsem hamburgerowym i mrożonymi pierogami, kurczak z mrożoną rybą, kaszanka z grzybami wraz z ciastem francuskim i mrożonymi warzywami. Wśród nieprawidłowości ujawniano również wydawanie niewłaściwych paragonów fiskalnych, gdzie zamiast wyszczególnienia nazw konkretnych potraw podano tylko ogólnikowo „dania barowe", posługiwanie się wagami z wygasłymi cechami legalizacji, a także brak orzeczeń lekarskich do celów sanitarno-epidemiologicznych. Wyniki takich kontroli nie powinny nikogo oburzać. Mają one na względzie tylko oczyszczenie rynku z nieuczciwych restauratorów. W końcu idzie o dużą stawkę jaką z jednej strony jest zdrowie klienta, a z drugiej zysk restauratora.

 

Marcin Cebula

Barman

Członek grupy Flair Show

O pigułkach gwałtu głośno jest przede wszystkim w sezonie letnim. Upalna pogoda, urlop i wakacyjny luz sprawiają, że goście klubów i dyskotek zapominają o czujności, rozprężają się i nie zachowują podstawowych zasad bezpieczeństwa - mimo mocnej kampanii medialnej. Pigułki gwałtu dodanej do drinka nie wyczujemy, stąd kontrola tego, co dzieje się z naszymi napojami jest tak ważna. Na pewno ważna jest tutaj rola barmana, który może, czy wręcz musi działać. Wystarczy odrobina spostrzegawczości, żeby zauważyć, że w naszym barze dzieje się coś złego. Możemy wezwać ochronę lub policję, a osobą poszkodowaną - zaopiekować się do momentu odzyskania pełnej świadomości. Osobiście nie spotkałem się z przypadkiem użycia pigułek gwałtu. Myślę jednak, że lato, a zwłaszcza morskie kurorty sprzyjają korzystaniu przez gwałcicieli z tego typu „wspomagaczy". Niestety, przy braku czujności i gości, i obsługi lokalu, o zjawisku tym będziemy słyszeć coraz częściej...

 

Krzysztof Hajdas

Nadkomisarz

Komenda Główna Policji

Przestępczość w sektorze gastronomiczno-hotelarskim to bardzo szerokie pojęcie. Należy pamiętać, że inne zagrożenia czyhają na gości hotelowych, inne na klientów restauracji, a jeszcze inne na osoby przebywające w klubach nocnych. Odnotowujemy przypadki kradzieży portfeli w restauracjach, będącej wynikiem działania kieszonkowców, oszustw podczas elektronicznych zakupów, czasami pobić w okolicach nocnych klubów. Oczywiście przestępczość w sezonie letnim wzrasta wraz z ilością osób korzystających z obiektów gastronomicznych i hotelowych. W okresie wakacyjnym więcej ludzi przewija się w restauracjach, klubach nocnych, wyjeżdża na wakacje do różnych miejscowości turystycznych. Wówczas może dochodzić do pobić, kradzieży, stosowania niebezpiecznych środków odurzających. Stale powracający jest też temat tzw. Tabletki gwałtu, choć jest to bardzo szerokie pojecie, począwszy od środków farmakologicznych, na alkoholu kończąc. Statystyk, które pozwoliłyby porównać poziom przestępczości w gastronomii w sezonie letnim w poszczególnych latach, niestety nie ma. Dotyczy to zarówno dużej gastronomii, jak i deptaków wszystkich miejscowości niezależnie od ilości mieszkańców. Biorąc pod uwagę zwiększone zagrożenie przestępczością w okresie letnim w miejscowościach wypoczynkowych, co roku kierowani są tam do służby dodatkowi policjanci z innych części kraju.