| Poradnik Restauratora |
| Felieton - Grunt to pralinka |
| Autor: Tadeusz Olszański |
GRUNT TO PALINKA! Zmartwił mnie i to mocno - ]arosław Kaczyński, twierdząc, że rola naszego kraju w Europejskiej Unii może zostać sprowadzona do rangi województwa! Musielibyśmy bowiem w takiej sytuacji zlikwidować zapewne nasze rozliczne, przesmaczne kuchnie regionalne i ustanowić -jedną, polską kuchnię, i to w skromnym wojewódzkim już tylko sensie! Pal sześć kaszubskie potrawy, bo to kuchnia Donalda Tuska, ale w żadnym wypadku nie zrezygnowałbym z góralskiej, która właśnie wybiła się na europejskie poziomy, uzyskując unijne certyfikaty na bryndzę i oscypki. W ramach wojewódzkiej unifikacji wyleciałyby też zapewne z naszego jadłospisu dziesiątki rodzajów żurków czy barszczyków i być może pozostałby jeden, obawiam się całkiem nie najlepszy. Wieść o możliwości sprowadzenia nas do rangi województwa zastała mnie akurat na Węgrzech, które w takim przypadku znalazłyby się w jeszcze gorszej od nas sytuacji. To przecież niezależnie od wielu uroków, w tym również kulinarnych, mały, zaledwie 10-milionowy kraj i przypadłaby mu w Unii rola chyba zaledwie starostwa! Rozejrzałem się wiec z troską wokół, ale nikt z braci Madziarów nie przejął się ciemną wizją związaną z ewentualnym podpisaniem traktatu ratyfikacyjnego i z apetytem zajadali swoje bogracze i paprykarze, wcale nie bojąc się o ich przyszłość. Bo nikt ich degradacją do rangi powiatu nie straszy, choć w swoim życiu politycznym mają taki sam jak u nas podział na konserwatywną prawicę i liberałów, a nawet jeszcze gorzej, bo u władzy są nadal socjaliści. Więc niezależnie od wewnętrznych kłótni Węgrzy sprytnie kombinują w jaki sposób nadal przyciągać Europę do swoich pikantnie przyprawianych potraw. Zawsze też znajduje w kulinariach nad Dunajem cos nowego, a więc i tym razem się nie zawiodłem. Bo oto w niespotykanym dotąd wymiarze zaczęli promować PALINKĘ! A to nie innego, jak prawdę mówiąc bimber pędzony z owoców, głównie z czereśni, moreli, brzoskwiń czy śliwek. Moi kochani Madziarzy właśnie też załatwili sobie cichcem w tejże Unii zastrzeżenie nazwy tego trunku tyko i wyłącznie do pędzonego w ich kraju owocowego bimbru i nikt im palinki nie będzie poza granicami Węgier produkował! Nam się ta historia w EU z wódką nie udała i można ją nawet wytwarzać z bananów, a Węgry obroniły się przed zakusami Rumunów i Słowaków, którzy na palinkę tez mieli ochotę. Alkohol szkodzi zdrowiu, ale nie palinka i w samym centrum Budapesztu, w pobliżu wspanialej Bazyliki, przy ulicy Zrinyi, powstały dwa promujące ten napój lokale. Używam tej nazwy, bo zarówno sklep alkoholowy pod nazwą ,,Mester palinkak", jak i znajdujące się opodal, na rogu ulicy Nador ,,Bistro Palinka", to małe muzea zajmujące się propagowaniem historii oraz kultury picia owocowych naparów. Aktualnie działa na Węgrzech z górą pół tysiąca małych gorzelni, ale tyko 50 z nich uzyskało obecnie patenty na butelkowanie i publiczną sprzedaż swojej produkcji. No i to wyzwoliło niespotykaną inwencje. W sklepie ,,Mester palinkak", czyli mistrzowskich gorzałek, oferują 200 rozmaitych gatunków, z wyrafinowanymi pigwówkami czy tez morwówkami na czele. Są tez dziesiątki czereśniówek i morelówek, a to na miodzie czasem, a to na kwiecie akacji. Co wtorek w tym sklepie odbywają się tez prelekcje i degustacje prowadzone przez poszczególnych producentów. Można się na tych imprezach przekonać, że najlepsza czereśniówka pochodzi wyłącznie z okolic Kecskemetu, ale wspaniałą sliwowicę mają tylko na północy w okolicach Nyiregyhazy! W ,,Bistro Palinka" do wyboru jest 80 trunków z 11 gorzelni. Sprzedaje się je w kieliszkach 0,2 grama w cenach od 350 do 750 forintów (ok. 2 euro). I tu również więcej się dyskutuje niż pije! Podobnych sklepów specjalizujących się w sprzedaży elegancko butelkowanych palinek jest juz w Budapeszcie kilkanaście, a poza stolicą jeszcze więcej, bo każda licencjonowana gorzelnia dba o sprzedaż swoich produktów. A są chętnie kupowane, zwłaszcza przez turystów, bo to oryginalny prezent. Pisze; o węgierskich palinkach z niejakim smutkiem, gdyż ciągle nie mogę na moim stoliku postawić kielonka z łącką śliwowicą czy tez wieloma pysznymi polskimi nalewkami, które z takim trudem przebijaj sie na nasz rynek. A co jak co, w tej dziedzinie wcale nie jesteśmy gorsi od braci Madziarów, tyle tyko, że niemrawo idzie nam zapalenie zielonego światła na tę polską specjalność! |