- Czasy dla gastronomii w Polsce nie są najlepsze, pytanie tylko, jak bardzo? - stwierdza Mo Mokhtar, dyrektor zarządzający Pasiony Group, angielskiej firmy konsultingowej specjalizującej się branży gastronomicznej.
Duża część polskich restauratorów odnotowała w mijającym roku mniejsze obroty. A co niektórzy twierdzą, że również nadchodzący rok będzie okresem biznesowej niepewności. Czas pokaże, czy potwierdzą się te obawy. Moim zdaniem nie powinniśmy tracić optymizmu. Być może polska gastronomia w 2010 r. przekroczy dobry dla branży poziom przychodów z roku 2006. Z drugiej strony, należy jednak zauważyć różnicę pomiędzy słowami „powinien być", a „będzie". Wynika to z faktu, że wpływ na przyszłoroczną kondycję sektora gastronomicznego będzie miało bardzo wiele czynników.
Tegoroczny kryzys przyczynił się do ograniczenia domowych wydatków. Czy będzie dalej oddziaływał na zmniejszenie budżetów np. na rodzinne wakacje organizowane w kraju i spotkania, np. w restauracji? Być może wydatki na te cele wzrosną, jako rekompensata za mniejszą możliwość wyjazdu na urlop za granicę. Ale też wielce prawdopodobny wydaje sie fakt, że z różnych przyczyn mniej turystów odwiedzi Polskę. Kryzys mimo wszystko nadal będzie oddziaływał na wydatki.
W Polsce organizowane będą wybory prezydenckie, które także będą miały wpływ na nastroje społeczne i ekonomiczne.
Najgorszym scenariuszem jest jednak widmo światowej destabilizacji ekonomicznej i zagrożeń z tym związanych. Jeżeli stanie się najgorsze, lub jeśli tylko zwiększy się prawdopodobieństwo takiej wizji, wszystko ulegnie przeobrażeniom.
Polscy operatorzy gastronomiczni bez wątpienia mają nadzieję, że nic złego się nie stanie i rok 2010 będzie dla branży udany. Trzymajmy za to kciuki!